Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „The Covenant”

Motyw paktu z Diabłem znany jest w literaturze i sztuce od bardzo dawna. Wystarczy wspomnieć „Fausta” Goethe’go, Pana Twardowskiego z ballady Mickiewicza albo obrazy Delacroix czy Andriolli’ego. Temat poruszany jest w filmach i grach komputerowych więc dlaczego nie miałby zostać przedstawiony w grze towarzyskiej? Najprawdopodobniej do takiego samego wniosku doszedł pan Óscar Arévalo bo postanowił zaprojektować grę z wykorzystaniem tej kwestii. Tak właśnie powstała gra „The Covenant”, choć bardziej klimatycznie brzmi hiszpański tytuł „El Pacto”. Jest to osadzona w steampunkowym świecie gra pamięciowo-dedukcyjna. Gracze wcielają się w niej w dążących do władzy i pieniędzy szlachciców, rywalizujących w walce o koronę. Jako, że stawka jest wysoka – wspólnie zawierają pakt ze śmiercią, aby ta pomogła któremuś z nich w realizacji celu. Jest jednak druga strona medalu – Kostucha zabierze jednego z nich ze sobą, a który to będzie – okaże się podczas rozgrywki.

Przygotowanie gry

W grze mamy trzy talie kart – mieszkańców, podejrzanych i sojuszników. Po przetasowaniu każdej talii  karty mieszkańców rozkłada się na stole w układzie 7×4 karty (dla 3-4 graczy). Oprócz tego każdy gracz otrzyma siedem kart podejrzanych, które zatrzyma na ręce oraz dwie karty sojuszników, z których jedną zatrzyma, a drugą odrzuci nie ujawniając jej treści. Karta sojusznika przedstawia tajny cel gracza tj. jakie karty, posiadane w swojej dzielnicy przyniosą mu najwięcej punktów na koniec gry. Natomiast karty podejrzanych mają swoje odpowiedniki wśród kart mieszkańców z tą różnicą, że zagrana karta podejrzanego wywołuje jakiś efekt. Może on być natychmiastowy, trwały lub wpływający na punktację końcową. W tym momencie należy jeszcze losowo określić hierarchię rodzin przy pomocy ich żetoników. Ostatnią rzeczą jest ustalenie pierwszego gracza – powinien nim zostać ten, który jest najbardziej chciwy lub ten, kto najczęściej zawiera pakty ze śmiercią czy też innymi siłami.

Rozgrywka

Na przebieg gry składa się szereg rund, w których gracze wykonują kolejno swoje fazy, począwszy od zagrania karty z ręki i wprowadzenia jej efektu, poprzez etap śledztwa, w którym to podglądają jedną z zakrytych kart ze stołu i jedną odkrywają, aż do stadium podróży, kiedy to mogą pod pewnymi warunkami wymienić jedną z kart ze swojej dzielnicy z graczem, u którego aktualnie jest żeton dorożki. Karty postaci mają wartości punktowe, więc te bardziej wartościowe będą łakomym kąskiem dla rywali. Oprócz tego wszyscy muszą pamiętać o swoich tajnych celach. Jakby tego było mało to każdy musi uważać, aby w jego dzielnicy przebywały tylko osoby oczyszczone z podejrzeń, czyli karty, których odkryto obydwie kopie – zarówno z talii mieszkańców jak i z talii podejrzanych. Kiedykolwiek odkrywana jest karta, którą ktoś posiada w swojej dzielnicy – zabiera do siebie jej kopię z obszaru mieszkańców. Koniec gry następuje, gdy w obszarze mieszkańców pozostaną tylko trzy lub mniej kart albo gdy żaden z graczy nie posiada już kart na ręce. Wtedy odkrywane są pozostałe karty, wśród których czai się morderca, wysłany przez Mroczną Żniwiarkę. Zasady gry wraz z żetonami hierarchii rodzin określają która konkretnie persona została wykonawcą cyrografu. Osoba, która posiada kopię jej karty w swojej dzielnicy zostaje wyeliminowana z gry. Pozostali liczą punkty zwycięstwa i ten, kto ma ich najwięcej zostaje zwycięzcą i pretendentem do korony.

Wrażenia

„Covenant” jest szybką grą, która łączy w sobie elementy dedukcji i strategii. Dobra pamięć do odkrywanych kart będzie również atutem i odpowiednio wykorzystana może pomóc w odniesieniu zwycięstwa. Występująca interakcja między graczami, której jest sporo, jest praktycznie tylko negatywna – zabiera się wartościowe karty, podrzuca „świnie” i wyczekuje się potknięcia przeciwników. Sytuacja na stole zmienia się bardzo dynamicznie, więc odniesienie zwycięstwa (lub uniknięcie przegranej) przy uważnych przeciwnikach raczej nie będzie pewne do samego końca. A zakończenie może być zaskakujące – gracz, któremu przez całą grę dobrze idzie i zrealizował komplet swoich tajnych celów może zostać wyeliminowany i zostać z niczym. Trochę frustrujące. Tłumaczę to sobie tak, że jest to ciemna strona paktu ze śmiercią. Z pomocą przychodzi wariant gry, w którym gracz z mordercą w swojej dzielnicy nie przegrywa gry automatycznie, ale otrzymuje ujemne punkty z karty zabójcy.

Jeżeli chodzi o kwestie techniczne to uważam, że pomimo dodatkowych zasad dla trzech lub pięciu osób gra – jeżeli chodzi o jej mechanikę – działa najlepiej przy czterech graczach. Również oprawa graficzna gry jest przyzwoita. Spostrzegawczy gracz zauważy i być może wykorzysta fakt minimalnej różnicy w odcieniach rewersów kart – niedopuszczalne niedopatrzenie wydawcy. Mam też zastrzeżenia do ikonografii na kartach i samej instrukcji – niektóre ikony nie są jednoznaczne i wymagają zaglądania do instrukcji, która z kolei nie jest precyzyjna i pozostawia pole dla domysłów i własnych ustaleń. Na szczęście jest krótka, a sam autor odpowiada szybko i rzeczowo na wątpliwości graczy w serwisie BGG. Zależności między kartami i efekty, jakie wywołują są dosyć ciekawe, choć niektóre zmieniają dużo w układzie na stole. Steampunkowy klimat kojarzy się z grami wideo z serii „Dishonored”, jednak stanowi tylko tło rozgrywki i nie łączy się z nią fabularnie – równie dobrze gra mogłaby się toczyć w uniwersum Władcy Pierścieni, Gry o Tron lub kucyków Pony. Osoby, które lubią sporą dawkę negatywnej interakcji w szybkiej grze i nieoczekiwane zwroty akcji na pewno coś dla siebie znajdą w „El Pacto”, natomiast fani liczenia punkcików i zbierania zestawów kart w spokojnej atmosferze przyjaźni raczej nie będą zachwyceni.

 

Dziękujemy wydawnictwu Gen X Games za przekazanie gry do recenzji.

Adrian „AiS” Stolarczyk

 

Tytuł: The Covenant

Autor: Óscar Arévalo

Wydawnictwo: Gen X Games

Liczba graczy: 3 – 5

Wiek graczy: 10+

Czas gry: 30-45 minut

Reklamy

5 comments on “Zagrałem w „The Covenant”

  1. katol
    18 czerwca 2017

    Nie gram w żadne gry i zabawy z diabłami itp. To nie jest dobre . Poważnie.

    • AiS
      19 czerwca 2017

      Każdy ma swoje przekonania, ale idąc dalej tym torem, można w ten sposób wykluczyć ze swojej listy gier nawet „Warcaby”, gdzie białe (dobro?) ściera się z czarnym (zło?).
      Czy motyw gry/filmu/książki z góry określa jej wartość? Przykład: książka „Mistrz i Małgorzata” M.Bułhakowa lub wspomniany w recenzji „Faust”, będące lekturami szkolnymi (a przynajmniej za moich czasów).

  2. Grzegorz Szczęśniak
    21 czerwca 2017

    Ile kart! 😮 Nie wiem czy zdążyłbym się połapać w tym wszystkim 😛 Chyba potrzebowałbym jednego dnia na naukę

    • AiS
      21 czerwca 2017

      Nie jest tak źle – symbole na wielu powtarzają się, a po kilku rozgrywkach już się je pamięta. Dodatkowo w kartach na stole, które mają już swoją parę istotny jest jedynie kolor rodziny i wartość punktowa, bo akcja karty została wykorzystana w momencie jej zagrania.

  3. Maciej Zablewski
    24 lipca 2017

    Ale świetne grafiki, to trzeba przyznać. Może trochę oldschoolowe, ale świetne. Poza tym – lubię taki klimat, trochę grozy, trochę fantasy. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 17 czerwca 2017 by in Recenzje and tagged , , , , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: