Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „B-17 Flying Fortress Leader”

W latach 30-tych XX. wieku teoretycy wojenni zauważyli jak dużą rolę w konfliktach zbrojnych odgrywa lotnictwo i skupili się nad możliwością jej powiększenia poprzez użycie precyzyjnych nalotów bombowych wymierzonych w strategiczne cele infrastruktury i przemysłu wrogich krajów. Jednym z efektów ich rozważań było opracowanie koncepcji ciężkiego bombowca dalekiego zasięgu. Zadania projektowe i produkcja pierwszych egzemplarzy rozpoczęły się w firmie Boeing Airplane Company, która to – po kilku wersjach prototypowych – w 1939. roku oblatała, a w 1940. uruchomiła seryjną produkcję samolotu B-17B, które wraz z późniejszymi wersjami stały się najpopularniejszymi bombowymi maszynami amerykańskimi  wojny w Europie. Samoloty B-17 ze względu na swoją odporność na uszkodzenia i uzbrojenie nazwano „latającymi fortecami” (ang. flying fortress). Dla osób, które być może nie kojarzą charakterystycznej sylwetki tego samolotu wspomnę tytuł niemłodego już filmu, który osobiście – jako młody chłopak – miałem nagrany na kasecie VHS i nie raz z przejęciem oglądałem – „Ślicznotka z Memphis”.  Taką właśnie nazwę, nadaną przez załogę nosił tytułowy B-17F i jest to nazwa autentyczna.

zdjęcie: USAF, domena publiczna

W największych nalotach II Wojny Światowej brało udział nawet po kilkaset samolotów tego typu. Nie potrafię sobie wyobrazić ani niskiego, basowego pomruku takiej eskadry, przybierającego na sile wraz z jej zbliżaniem się do celu, ani ogromu zniszczeń i strat w ludziach po takim nalocie. Te czasy na szczęście minęły, ale dla osób, które chciałyby choć trochę poczuć klimat bombowych walk powietrznych bez konieczności wychodzenia z domu i powodowania rzeczywistych zniszczeń wydawnictwo DVG stworzyło grę pt.: „B-17 Flying Fortress Leader”. Jest to typowa gra jednoosobowa, w której to gracz wciela się w dowódcę 8. Armii Powietrznej USA, stacjonującej na Wyspach Brytyjskich i będzie borykał się z jego dylematami – kogo wysłać na misję, jak uzbroić maszyny, czy wysłać eskortę myśliwców czy nie, jakie cele wybrać, a także wieloma innymi. Znawcy serii „Leader” tego wydawnictwa odnajdą w tym tytule sporo analogii do poprzednich tytułów, jednak w tej grze jest tyle zmian i różnic, że nie można powiedzieć, że to tylko jeden z wielu „leaderów”. Ale powolutku…

W zależności od tego, czy rozgrywać będziemy kampanię, pojedynczą misję czy może dostępną też niezależną mini-grę przygotowanie gry jak i sama rozgrywka będą się trochę różnić, dlatego będę opierał się na rozgrywaniu kampanii jako najszerszym obrazie gry w „B-17 FFL”.

Przygotowanie kampanii

Na tym etapie gracz musi zdecydować czy w ogóle i jeśli tak to z jakich zasad opcjonalnych chce korzystać. Niektóre z nich dodają grze realizmu (m.in. misje zwiadowcze, warunki pogodowe), losowości (np. pogoda, wybór grup bojowych) lub modyfikują trudność gry. Jest ich sporo, aczkolwiek odradzam stosowanie zbyt wielu w pierwszych rozgrywkach – nawet znawcom serii.

Pierwszą rzeczą jest wybór kampanii do rozegrania, a te różnią się między innymi: okresem historycznym, długością trwania, dostępnością samolotów i technologii, a także celami nalotów. Zgodnie z wytycznymi karty kampanii przygotowywane są: pula dostępnych samolotów, technologii, pula żetonów wrogich samolotów, z którymi przyjdzie się zmierzyć naszym skrzydłom, talie celów misji i wydarzeń, cele specjalne kampanii oraz inne znaczniki do umieszczenia na planszy, a także początkowy „fundusz” punktów na zakup „ślicznotek” B-17 (i/lub innych maszyn). Na mapie Europy (plansza główna) losowo rozmieszczane są szwadrony Luftwaffe, stacjonujące na terenach okupowanych. W ramach posiadanych zasobów gracz musi zdecydować jakie samoloty będą najlepsze i na jak doświadczoną załogę każdego z nich może sobie pozwolić oraz ewentualnie przydzielić do załóg dowódców. , a następnie przygotować odpowiednie karty samolotów i pobrać ich znaczniki.

Trochę biurokracji

W pudełku z grą znajdziemy jeden arkusz przebiegu kampanii, w którym będziemy skrzętnie aktualizować stan naszej dywizji, doświadczenie pilotów, punkty dostępnych zasobów oraz historię atakowanych celów, a także kilka innych informacji. Jako, że jeden arkusz starczy co najwyżej na dwa miesiące (czasu gry) czyli max. 16 misji bojowych – warto go sobie od razu skopiować lub pobrać ze strony wydawnictwa i wydrukować w większej ilości. Moja rada – niezbyt twardy ołówek i gumka są najlepszymi przyjaciółmi dowódcy podczas wypełniania logu.

Mój dziennik kampanii po pierwszym miesiącu (8 misji bojowych).

Odprawa

W tej części gracz pozyskuje nowe samoloty i dowódców, a następnie wybiera cele swoich operacji na dany tydzień (czyli jedna lub dwie misje) i przypisuje do nich swoje grupy bojowe. Przed wylotem musi także uzbroić i wyposażyć samoloty zgodnie z ich ładownością i zasięgiem i wytyczyć najlepszą trasę dotarcia bombowców nad cel i przydzielić (lub nie) eskortę myśliwców, jeśli takowe posiada w bazie. Po ustaleniu formacji i zachowania eskortujących myśliwców pozostaje jeszcze sprawdzenie w jakim stanie gotowości są siły Luftwaffe i wroga artyleria przeciwlotnicza, aby wiedzieć z jakim oporem wroga przyjdzie nam się zmierzyć nad kontynentalną Europą.

Start

Przy tak wielkiej liczbie startujących (a później również powracających do bazy macierzystej) samolotów zawsze może pójść coś nie tak – odzwierciedlają to dociągane na początku i pod koniec misji karty wydarzeń. Czasami są sprzyjające, czasami neutralne a czasami potrafią popsuć misterny plan opracowany przez dowódcę. Podczas przelotu nasza dywizja może być ostrzelana przez artylerię lub zaatakowana przez niemieckie myśliwce. Jeżeli nie mamy eskorty to dojdzie do powietrznej walki ciężkich i mało zwrotnych bombowców Aliantów z szybkimi Messerschmitt’ami czy Focke-Wulf’ami. Jak przystało na „latające fortece” większość naszych bombowców jest całkiem dobrze uzbrojona i potrafi poradzić sobie z nieprzyjacielem sama, choć każda utracona maszyna zmniejsza szanse na skuteczne zbombardowanie celu misji, więc eskorta, która zaabsorbuje choć część wrogich myśliwców jest jak najbardziej pożądana. Atak „bandytów” wygląda tak, że losowo dociągamy żetony wroga z puli za każde znajdujące się na trasie naszego przelotu (lub w pobliżu) lotnisko wroga i układamy je w kolejności pojawienia się. Teraz nasza eskorta może się na coś przydać, zajmując walką wroga, a pozostałe wrogie samoloty i działa p.-lot. atakują nasze bombowce, próbując strącić ich jak najwięcej lub przynajmniej rozbić formację. Atak w uproszczeniu to rzut kością k10 i porównanie wyniku (po uwzględnieniu ewentualnych modyfikatorów) z wartościami ataku wroga nadrukowanymi na jego żetonie. Przy pomyślnym wyniku może się skończyć na strachu, ale równie dobrze można stracić od 1 do 3 maszyn w jednym ataku wroga. A tych może on przeprowadzić kilka jeśli stacjonował w pobliżu trasy naszego przelotu. Odpowiedź ogniem karabinów pokładowych wygląda analogicznie, z tą różnicą, że w zależności od typu samolotu i doświadczenia załogi modyfikatory rzutów mogą być różne.

Nad celem

Cele strategiczne najczęściej miały własną obronę przeciwlotniczą, dlatego przed zrzuceniem niszczycielskiego ładunku znowu trzeba się będzie przedrzeć przez ostrzał z FlaK-ów (niem. Flugabwehrkanone – działo przeciwlotnicze kalibru 88mm)

zdjęcie: http://www.worldwarphotos.info, domena publiczna

Kiedy bombardier zobaczy w swoim celowniku to, co ustalono za cel misji – zwalnia ładunek z luku bombowego i może już tylko obserwować skutek. Gracz za każdy żeton bomb, zrzucony na cel rzuca kością k10 i po uwzględnieniu modyfikatorów (m.in. z doświadczenia załogi, wielkości i rozproszenia celu i samego uzbrojenia)  porównuje wynik z wartością nadrukowaną na żetonie, powodując od zera do kilku punktów zniszczeń i wywołując ewentualnie dodatkowe efekty jak np. podpalenie. Jeżeli w wyniku bombardowania cel zostanie zniszczony to gracz otrzymuje punkty zwycięstwa, a cel przestaje funkcjonować, czyli np. produkować samoloty wroga czy umożliwiać im szybkie poderwanie grup myśliwskich na trasach przelotu Aliantów, natomiast cel poważnie uszkodzony ma ograniczone możliwości produkcyjne. Jeżeli cel nie został zniszczony, ale płonie to jest szansa, że ogień dopełni zniszczeń.

Wracamy do domu!

Samoloty powracające z misji ponownie mogą być niepokojone przez Luftwaffe i siły naziemne wroga, więc sam zrzut nie oznacza jeszcze zwycięstwa, bo trzeba jeszcze wrócić do bazy. Dopiero wtedy piloci mogą udać się na zasłużony odpoczynek, a gracz może skupić się na misji drugoplanowej (jeśli postanowił wziąć w niej udział), aby na koniec tygodnia te misje podsumować tj. podliczyć utracone maszyny, przyznać punkty doświadczenia, awansować pilotów czy zweryfikować skuteczność nalotów i ewentualne naprawy infrastruktury wdrożone przez nieprzyjaciela. Jak powszechnie wiadomo – miesiąc tygodni ma cztery, więc rozgrywając kampanię właśnie po upływie miesiąca gracz weryfikuje i aktualizuje aktualną sytuację na frontach wschodnim i w basenie Morza Śródziemnego. Sytuacja ta jest o tyle ważna, że im więcej sił Rzeszy będzie zaangażowanych w walki poza Europą tym mniej ich będzie na starym kontynencie. W wyniku tego rozmieszcza się na mapie nowe szwadrony sił powietrznych Państw Osi oraz sprawdza, czy nie nastąpiła zmiana dowódcy tych sił. Istnieje również ryzyko, że najbardziej doświadczone załogi zostaną decyzją naczelnego dowództwa przeniesione do innych baz na potrzeby szkolenia innych pilotów, powodując wakat w naszej dywizji. Następuje również uzupełnienie zasobów i odbudowanie zniszczonych fabryk. Kiedy kalendarz w grze pokaże koniec kampanii następuje ostateczne podliczenie punktów i ocena jej skuteczności.

Podsumowanie

Na naszym blogu możecie znaleźć recenzję „Phantom Leader’a” oraz fabularyzowaną minirecenzję „Hornet Leader’a”. Ja, znając te i kilka innych gier z serii podszedłem do gry w B-17 FFL na pewniaka. Pomimo zasłyszanych czy przeczytanych wcześniej opinii założyłem, że pewnie jest kilka drobnych różnic, spowodowanych zmianą koncepcji gry tzn. maszyn, w których nam przyjdzie walczyć i sposobu realizacji ich strategicznych celów. Jak bardzo byłem w błędzie okazało się już na etapie czytania instrukcji. Zagłębiając się w nią napotykałem same nowości (jako fana serii) i naszło mnie pytanie: Gdzie tu jest „leader”? Wystraszyłem się, że przemycono nam inną grę, korzystając z popularności serii. Pragnę jednak wszystkich uspokoić – pomimo znacznych różnic i wielu nowości wprowadzonych w tym tytule – nadal mamy do czynienia z klimatycznym symulatorem dowództwa pewnego rodzaju sił zbrojnych – w tym wypadku bombowców strategicznych. Nie ukrywam, że poziom trudności poznania i zrozumienia zasad gry (tzw. próg wejścia) jest dosyć wysoki. Ciężko jest mi powiedzieć, czy znajomość innych gier serii pomaga czy wręcz przeciwnie. Pomocna natomiast będzie broszura z przykładową rozgrywką, prowadząca gracza, krok po kroku przez całą misję kampanii z uwzględnieniem przygotowania, przeprowadzenia i podsumowania rozgrywki. Sama instrukcja jest jasna i rzeczowa, choć objętościowo spora. Po opanowaniu podstawowych zasad gracz otrzymuje możliwość wprowadzania zasad opcjonalnych, urozmaicających grę i dodających jej realizmu. Jedną z opcji jest możliwość objęcia dowodzenia jednej z maszyn (Single Bomber Variant) – gracz staje się odpowiedzialny za losy konkretnego samolotu i jego załogi, przeżywając razem z nimi uszkodzenia maszyny i zranienia członków załogi. Oprócz tego dostępna jest w pełni niezależna gierka dla tych, którzy nie chcą rozgrywać pełnej kampanii (B-17 Bomber Mini-Game). Gdyby to jeszcze było za mało dla fanów lotnictwa to można połączyć grę B-17 FFL z inną grą z hangaru DVG – „Down in Flames” dla jej urozmaicenia. Żeby to wszystko miało ręce i nogi autor musiał się na prawdę solidnie napracować. Nie ocenię, jak mu to wyszło w przypadku dołączenia komponentów gry „Down in Flames”, bo nie miałem okazji zagrać w taki zestaw, ale to co otrzymujemy w niemałym pudełku z B-17 FFL to – moim zdaniem – kawał dobrej roboty, z której ci, którzy lubią rozgrywki solo powinni być zadowoleni. Tak jak w przypadku innych gier tego wydawnictwa niektórzy mogą mieć pretensje do czasu przygotowania gry – jest to jednak odczucie mocno subiektywne, bo dla mnie wyznaczenie załóg i uzbrojenie bombowców, które może być postrzegane jako „setup” to już gra – równie ciekawa i emocjonująca jak walki powietrzne i zrzut śmiercionośnych ładunków.

Do rozgrywki potrzebny będzie niemały stół i przynajmniej dobra znajomość języka angielskiego z racji sporej ilości zasad i tekstu na kartach. Wszystkie elementy gry są dobrej jakości, a jedyną rzeczą do jakiej mam zastrzeżenia (choć na pierwszy rzut oka wydawało się być ciekawym pomysłem) jest wypraska – niestety, po wypchnięciu żetonów ze sztanc i rozfoliowaniu kart – nie ma możliwości spakowania wszystkiego z powrotem bez jej przebudowania lub wyrzucenia (tak, wiem – ten sam zarzut miałem wobec ostatnio recenzowanego Warfightera). Zróżnicowane, zarówno pod względem celów jak i długości czy złożoności rozgrywki kampanie zapewnią możliwość wielu godzin ciekawej gry, a nawet powtórne rozgrywanie kampanii będzie znacząco inne – duży plus za regrywalność. Gracz będzie się musiał wykazać pomysłowością podczas rozgrywania dłuższych kampanii aby móc w pewnych momentach „zapamiętać” stan gry, bo nie oczekiwałbym kilkudziesięciogodzinnej sesji gry, a na pewno nie każdy może sobie pozwolić na pozostawienie rozłożonej gry przez kilka dni. Na szczęście w dzisiejszych czasach prawie każdy ma przy sobie smartfona i wystarczy zdjęcie planszy i odłożenie komponentów, biorących udział w danej rozgrywce np. do woreczka z napisem „SAVE” (nie występuje w zestawie), aby w kilka minut odtworzyć swój postęp w kampanii i grać dalej.

Ostrzeżenie: z racji ilości zasad – możecie nie polubić tej gry od pierwszego wejrzenia, ale niejedna gra tak ma i gdyby się tak stało to rekomenduję zagrać jeszcze raz (lub dwa, trzy…) bo na prawdę warto, a z każdą kolejną misją gra zrewanżuje się miodnością i emocjami. Szczerze polecam.

zdjęcie: USAF, domena publiczna

 

Dziękujemy wydawnictwu DVG za przekazanie gry do recenzji.

Adrian „AiS” Stolarczyk

 

Tytuł: „B-17 Flying Fortress Leader”

Autor: Dean Brown

Wydawnictwo: Dan Verssen Games (DVG)

Liczba graczy: 1

Wiek graczy: 12+

Czas gry: 30-120 minut (misja), kilka – kilkanaście godzin (kampania)

       

 

Reklamy

5 comments on “Zagrałem w „B-17 Flying Fortress Leader”

  1. Świetne. Nakręciłem się. Zastanawiam się czy język na kartach jest mocno techniczny. Czy średnia znajomość angielskiego wystarczy do zabawy.

    • AiS
      8 Maj 2018

      Jeżeli chodzi o tekst na kartach to po pierwsze nie ma go zbyt dużo, a po drugie – jest zrozumiały i mało „techniczny”. Większe problemy może sprawić instrukcja, bo zawiera sporo materiału do ogarnięcia. Gdybyś chciał rzucić okiem to aktualne instrukcje, kartę pomocy gracza czy dziennik kampanii znajdziesz w odnośnikach na stronie poświęconej tej grze wydawnictwa DVG.
      Inną rzeczą jest fakt, że będziesz grał solo, więc nikt nie będzie czekał i marudził gdybyś zaczął zaglądać np. do słownika w trakcie gry 🙂

  2. Mateusz
    10 Maj 2018

    Nie widziałem wcześniej tej gry. Wygląda na dość skomplikowaną. Długo trzeba było uczyć się zasad?

    • AiS
      10 Maj 2018

      Owszem – instrukcja jest obszerna – ponad 50 stron. Co prawda napisana jest dużą czcionką i sporo z tego to grafiki i przykłady, ale jest to nadal sporo do przyswojenia. Nie wszystko trzeba ogarnąć na raz – po zapoznaniu się z elementami gry i podstawowymi zasadami można prześledzić przykładową rozgrywkę (kolejne 10 stron) i ewentualnie sięgać do instrukcji w niezrozumiałych kwestiach. Na pewno pierwsze gry to nie będą zbyt płynne, ale do kolejnych wystarczy rozpiska struktury rundy z planszy i/lub dwustronna karta pomocy. Podstawowy wariant można opanować dosyć szybko – zakładając przyzwoitą znajomość j. angielskiego powinien wystarczyć jeden dłuższy wieczór. Na YT jest również kilka filmików z rozgrywki. Reszta przychodzi z czasem.

  3. Mateusz
    26 lipca 2018

    Gra wygląda na dość skomplikowaną, ale tym lepiej! Muszę zagrać w tę grę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: