Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Rzut okiem na „Yamataï”

Wczoraj wieczorem zupełnie przedpremierowo, gdyż na tydzień przed światową premierą, udało mi się zagrać w Yamataï. Będzie to najnowsza produkcja wydawnictwa Days of Wonder i popularnego ostatnia projektanta gier planszowych — Bruno Cathali. Jest to równocześnie jego kolejna autorska kooperacja tym razem z zupełnie wcześniej nieznanym Markiem Paquienem.
Niniejszego wpisu proszę nie traktować rzecz jasne jako recenzji czy ostatecznych przemyśleń. Jest to zbiór moich odczuć po jednej czteroosobowej partii. Niemniej postaram się wskazać, jak ta gra działa i gdzie są jej potencjalne słabe i mocne strony, które dostrzegłem, bo królowa Himiko wzywa, nie sposób jej odmówić.

OPIS
O wykonaniu chyba nie muszę zbyt wiele pisać, bo gry z tej stajni niemal od zawsze są synonimem najwyższej jakości i nie inaczej jest tym razem. Co z pewnością zwraca uwagę to feeria barw na niemal wszystkich elementach gry. Jeszcze przed rozłożeniem obawiałem się, że może to wpłynąć na czytelność tego, co dzieje się na planszy, ale śpieszę poinformować, że nie mieliśmy z tym większego problemu.

Cała gra w ogólności polega na rozstawianiu stateczków na mapie archipelagu w ten sposób, by osiągnąć pożądany układ kolorystyczny wokół wysp, na których następnie wzniesiemy budowle przynoszące punkty zwycięstwa. Sam przebieg tury nie nastręcza większych problemów mechanicznych, gdyż po pierwsze wszystko jest czytelnie przedstawione na planszach graczy, a po drugie akcje są dość proste. Interesującym pomysłem jest wybór kolejności graczy, gdyż jest to wprost powiązane z towarami, które otrzymamy w swojej turze i drobnej indywidualnej akcji specjalnej. Zdarzy się wiec pewnie nie raz, że zrezygnujemy z potencjalnie lepszego dla nas kafelka akcji, aby być na wcześniejszej pozycji w kolejnej rundzie. Jest to pierwsze miejsce wymagające dłuższego namysłu, gdyż od razu będziemy chcieli ułożyć sobie w głowie plan na kolejne posunięcia.
Wokół następnej fazy, czyli stawiania statków na planszy skupia się cały pomysł na grę, gdyż układ korzystny dla nas, może również być wykorzystywany przez współgraczy odpowiednio w ich turach. Staramy się więc uzyskać taki efekt, by nie dawał im zbyt wielu możliwości. I znów mamy tu chwilowy przestój, bo im późniejszy etap gry, tym większy tłok na planszy i musimy przeanalizować więcej opcji.

Na sam koniec naszego ruchu mamy możliwość zatrudnienia jednego specjalisty, za zebrane wcześniej z wysp odpowiednie żetony. Postacie te dadzą nam pewne zdolności, które pomogą nam przeprowadzać kolejne akcje, a także dostarczą punktów.
Budynki występują w dwóch odmianach — czerwone ogólnodostępne, które mają większe wymagania i dostarczają sporej liczby punktów oraz nasze indywidualne, które teoretycznie łatwiej wystawić, ale ich wartość zależy od konkretnego układu na planszy. Wszystkie budynki możliwe do wybudowania są w formie płytek, których jest tylko pięć co turę. Znajdują się również na nich wymagane kolory statków wokół wyspy, na której stawiamy odpowiednią budowlę. Kolejność graczy jest właśnie dlatego ważna, gdyż będziemy rywalizować o najlepsze z nich. Może się okazać, że będąc ostatnim, nie będziemy w stanie niczego zbudować. Na szczęście płytki statków/towarów niwelują nieco ten efekt, dając lepsze bonusy dla odleglejszych pozycji w kolejności. Ważną akcją jest też możliwość zakupu lub sprzedaży statków w puli, co często niezbędne jest do realizacji założonej taktyki. Gdy podczas przygotowania do kolejnej rundy, zabraknie w puli któregoś z elementów, rozgrywka kończy się, a zgromadzone w różny sposób punkty określą zwycięzcę.


PODSUMOWANIE
W dużym skrócie to tyle, co gra nam oferuje w ramach swojej mechaniki. Jak pewnie zauważyliście, nie wspomniałem zbyt wiele o fabule gry, ale to dlatego, że mimo wspaniałej oprawy graficznej, tematyka schodzi na drugi plan podczas wykonywania ruchów. W grach euro można to chyba uznać za zaletę, gdyż możemy się cieszyć miłym dla oka wykonaniem, a równocześnie nie rozpraszać się przy układaniu strategii działania.
W grze znajduje się również to, do czego przyzwyczaił nas Bruno Cathala — wszystkie mechanizmy gry dobrze do siebie pasuję i są powiązane ze sobą. Nie ma tu żadnych zgrzytów i po kilku posunięciach wiemy, co z czego wynika. Poza wspomnianym torem kolejności, wyzwaniem dla graczy będzie tworzenie kolorystycznych układów statków. Tutaj dylematy będą dwa — dotarcie jak najdalej flotą, by zebrać z wysp żetony potrzebne do zatrudnienia specjalistów albo uzyskanie odpowiedniego miejsca do budowy, nie dając równocześnie innym zbyt wielu okazji. Prawdopodobnie będziemy te czynności wykonywać w zależności od aktualnej sytuacji, by włożyć w nie jak najmniej wysiłku. Teoretycznie budynki dają najwięcej punktów, ale nie należy ignorować ich pobocznych źródeł, bo to one mogą właśnie przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Po zapoznaniu się z umiejętnościami specjalistów, będzie można tworzyć bardziej przemyślane i efektywniejsze „silniczki”, gdyż ich działania często się uzupełniają.

Jednak to, co mi doskwierało w naszej rozgrywce, to uciążliwy downtime. Zdarzały się sytuacje, że w jednej turze byłem pierwszy, a w kolejnej czwarty, więc musiałem odczekać sześć rund, co w praktyce oznaczało dobrych kilka minut bezczynności. Najgorsze było to, że nie ma w międzyczasie szansy na planowanie, gdyż sytuacja na planszy jest dość dynamiczna i dopiero na początku własnej tury można być pewnym swoich możliwości. Sytuacja może być zgoła inna w rozgrywce na dwóch graczy, gdyż wówczas każdy dysponuje dwoma posunięciami w turze i po pierwsze downtime będzie mniejszy, a po drugie będziemy mieć o wiele większą kontrolę nad planszą.

Yamataï jest bardzo porządną pozycją wśród eurogier, pytanie tylko czy gdyby nie nazwisko autora i status wydawnictwa na rynku, tytuł ten byłby w stanie osiągnąć takie zainteresowanie graczy jak obecnie. Pewnie nie, co nie jest oczywiście żadną wadą czy zarzutem, bo w sumie idealnie wpisuję się w linie wydawniczą Days of Wonders. Stanowczo odbiega jednak od „ciężkości” swojego poprzednika Five Tribes w tę łatwiejszą stronę, co znów w zależności od upodobań może być zarówno wadą, jak i zaletą.

Jacek „palladinus” SzmaniaJaco

Tytuł: Yamataï
Autor: Bruno Cathala, Marc Paquien
Wydawnictwo: Days of Wonder, REBEL.pl
Liczba graczy: 2-4
Wiek graczy: 13+
Czas gry: 40-80 minut

Reklamy

4 comments on “Rzut okiem na „Yamataï”

  1. Przem
    7 kwietnia 2017

    Odbiega ciezkoscia od five tribes czyli jest trudniejsza czy latwiejsza. Juz zamowilem swoja droga.

  2. Darek
    9 kwietnia 2017

    Mnie grafika tej gry odrzuca, bo jest przeładowana szczegółami, przez co ma tak mało wspólnego z japońską estetyką. Y. jest do bólu cukierkowata, jak zresztą większość gier DoW.

  3. Gracz
    18 kwietnia 2017

    Ta gra jest piękna. Uwielbiam stylistykę wydawniczą Days of Wonder.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 7 kwietnia 2017 by in Recenzje and tagged .
%d blogerów lubi to: