Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „Pocket Invaders”

pic2852257_mdCo powiecie na szybką, taktyczną grę kościaną osadzoną w świecie retro gier komputerowych. Prawda, że brzmi zachęcająco? Tak samo pomyślałem gdy otrzymałem małe pudełko od wydawnictwa GenX. Ja dodatkowo postanowiłem sprawdzić ją wraz z moją córką, która aktualnie przebywa w szpitalu – wszak niewielkie rozmiary umożliwiają rozstawienie jej na niewielkiej powierzchni szpitalnego stolika. Poniżej słów kilka o tym jak bardzo się na tym tytule zawiodłem.

O co chodzi

W dość dziwnie jak na planszówki otwieranym pudełku, znajduje się 16 dużych ale pustych kości oraz zestaw małych nalepek, które musimy na początek przylepić na kości zgodnie z zamieszczonym schematem (kto nie lubi takiej dłubaniny, powinien poprosić kogoś o pomoc, bo jest to dość mozolna praca). Do tego dwie mini plansze i instrukcja w trzech językach: hiszpańskim angielskim i niemieckim. Szybka lektura po zgrabnie opisanych 2016-12-03_171522zasadach wraz z przykładami i gramy. Aby rozpocząć pojedynek, musimy ustawić kości w jednym z zaproponowanych ustawień początkowych. Obie strony zaczynają w identycznym symetrycznym ustawieniu jednostek, wśród których jedna z kości to statek „matka”. Zadaniem graczy jest naprzemiennie wykonywać ruchy swoimi statkami we wskazanych na nich kropkami kierunkach aby albo zająć swoim statkiem „matką” planetę przeciwnika albo złapać statek „matka” przeciwnika. Po schwytaniu jakiegoś statku, zabieramy go do siebie wykonując przerzut tą kością, aby w kolejnych ruchach móc wprowadzić go na plansze jako swoją jednostkę. Koniec zasad.

Dlaczego to jest słabe

Powodów dla których moja opinia jest negatywna jest kilka. Gra jest tak prosta i przewidywalna, że nie widzę powodów dla których zwrot „gra taktyczna” miałby do tego tytułu pasować. Kości stojące obok siebie zlewają się w jedną masę i ciężko w nich odnaleźć własne i wrogie jednostki – często zdarzało nam się próbować wykonywać ruchy nie swoimi statkami. Chwytając jedną z kości, nie sposób nie potrącić i przestawić innych, powodując przy tym niezły chaos na planszy. Losowość kości czy inaczej statków, które będziemy mogli dostawić na plansze również pozostawia wiele do życzenia, a to, że statek możemy 2016-12-03_171357wprowadzić na plansze w praktycznie dowolne miejsce nie daje możliwości przewidzenia co zrobić przeciwnik. Kolejne rozstawienia początkowe to mozolne poszukiwanie odpowiednich jednostek i sprawdzanie gdzie i jak je ustawić. A wariant czterosobowy, który w założeniach wydaje się ciekawy, jest tylko rozszerzoną planszą i ruchami statkami po swojej stronie planszy. Choć bardzo lubię klimat i prostotę pixeli, starych strzelanek na automaty, tutaj jest to zupełnie nie wyczuwalne. Szkoda, że ten prosty tytuł nie oferuje czegoś więcej. Czegoś co sprawiałoby, że chce się do niego wracać, szukać nowych dróg do zwycięstwa i sprawdzać kolejne rozwiązania taktyczne. Nawet w kategorii zabicie czasu podczas pobytu dziecka w szpitalu, „Pocket Invaders” nie zdaje testu i szybko trafia na górną półkę gier zapomnianych.

Dziękujemy wydawnictwu GenX za przekazanie gry do recenzji.

Wojtek „docent” Zwijka

Tytuł: Pocket Ivaders

Wydawnictwo: GenX

Autor: Jose D. Flores

Liczba graczy: 2

Wiek graczy: 8+

Czas gry: 15 minut

2016-12-03_1713572016-12-03_1714142016-12-03_1714372016-12-03_1714542016-12-03_1715072016-12-03_171522

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 3 Grudzień 2016 by in Recenzje and tagged , , , .
%d bloggers like this: