Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „Ashes: Odrodzenie z popiołów”, bo pozostać może tylko jeden!

Ashes okładkaPo raz kolejny przyszło mi się zmierzyć z grą, która zahacza o kategorię karcianek kolekcjonerskich, a szczerze powiem, nie przepadam za tego typu pozycjami (pewnie dlatego, że bardzo mało w nie grałem). Jednak pochlebne opinie przełamały moją niechęć i sięgnąłem po pudło opatrzone tytułem Ashes: Odrodzenie z popiołów. Polskim wydawcą jest Cube Factory of Ideas, a oryginalnie gra wyszła spod ręki amerykańskiego studia Plaid Hat Games. Mają już na koncie bardzo dobrze przyjętą serię Summoner Wars kontynuowaną z powodzeniem od kilku lat, która również eksperymentowała z podobnym formatem gier. Ponieważ bardzo lubię Mistrzów przywołań, zasiadłem więc z optymistycznym nastawieniem do Ashes, by przekonać się na własnej skórze, czego jest warta.

Tym razem wcielamy się w potężnych magów, którzy, choć ocalili świat przed najazdem straszliwych chimer, zaczęli walczyć między sobą. Przepowiednia bowiem głosi, że ten z nich, który samotnie zostanie na placu boju, uzyska boską moc. Ponieważ żądza władzy nie jest nikomu obca, stajemy do walki, by pokonać wszystkich, którzy są naszymi konkurentami do tak wielkiej potęgi.

Sześcioro Odrodzonych znajdujących się w zestawie podstawowym

Sześciu Odrodzonych znajdujących się w zestawie podstawowym

OPIS
Już od samego początku gra miło zaskakuje, gdyż w podstawce otrzymujemy 6 startowych talii, którymi możemy zacząć grać zaraz po otwarciu pudełka. Przyznam się, że dla mnie to idealne rozwiązanie, bo nie lubię spędzać więcej czasu na przygotowania, niż grając. Ale oczywiście w dzisiejszych czasach, kiedy rocznie wydawanych jest grubo ponad tysiąc gier, gracze szukają nowatorstwa i kolejny klon Magic: the Gathering przeszedłby bez echa, bo w bardzo ogólnym założeniu w Ashes mamy ten sam pomysł na rozgrywkę: w naszej indywidualnej talii znajdują się jednostki, które będziemy wystawiać do gry, by walczyły z przeciwnikiem. Do tego dochodzą czary, które będziemy zagrywać do uzyskania jakichś niestandardowych działań.

Tu pojawia się pierwsza nowość — kości. Każdy gracz dysponuje 10 kośćmi, którymi rzuca co turę i są one zasobami potrzebnymi do wykonywania różnych akacji. Jest co najmniej kilka podejść w nowoczesnych grach do zagadnienia zasobów, ale ten wydaje się pozbawiony większości wad. Po pierwsze co turę będziemy pewni, że otrzymamy jakieś zasoby i nie będzie to zależało od dociągu kart. Po drugie nie będzie efektu znanego z innych gier, gdzie stopniowe wystawianie zasobogennych elementów powoduje ich marnotrawienie w końcowych etapach gry. Po trzecie kości same z siebie mają określone właściwości i są one dość różnorodne, więc poza zasobami mamy zwiększone opcje wyboru. Dodatkowo chcąc otrzymać jakąś konkretną kombinację wyników, możemy niezużyte kości zatrzymywać między turami, więc losowość jest w pewniej sposób utemperowana.

Kości z wszystkimi możliwymi wynikami

Kości z wszystkimi możliwymi wynikami

Cała reszta jest raczej standardowym powieleniem sprawdzonych mechanik: nasze jednostki mogą atakować przeciwnika bezpośrednio lub jego konkretne karty, natomiast ten może blokować nasze ataki na różne sposoby. Akcje w turze wykonujemy naprzemiennie do czasu, aż wszyscy nie spasują, a gra kończy się pokonaniem jednego z graczy poprzez pozbawienie jego Odrodzonego wszystkich punktów życia. Warto też wspomnieć o księdze czarów, w której może znajdować się kilka kopii tego samego zaklęcia i nie tylko zwiększa to liczbę aktywacji, ale również jego moc.

PODSUMOWANIE
Nie jestem specem od gier kolekcjonerskich czy LCG (Living Card Game), choć staram się zagrać w pojawiające się nowości z tej ostatniej kategorii i jej pochodnych, ale kilka pomysłów w Ashes jest unikatowych, a co najmniej dobrze zaimplementowanych w tym tytule.

Z pozornie mało znaczących szczegółów, mamy jeszcze możliwość świadomego wyboru kart na ręce na samym początku rozgrywki. Wydaje się to błahe, ale pozwala na efektywne zaplanowanie strategii, jeśli dobrze poznamy naszą talię.
Z rzeczy, które mniej przypadły mi do gustu to – o dziwo – oprawa graficzna. „O dziwo”, gdyż na pierwszy rzut oka, patrząc chociażby na okładkę, wydaje się to raczej mocną stroną gry. Jednak po kilku partiach, patrząc na niektóre grafiki, styl wydaje się nieco kiczowaty. Możliwe, że to z powodu kolorystyki lub zastosowania białego tła na kartach i choć ciężko mi to uchwycić, to takie jest moje odczucie po zagraniu wszystkimi taliami z podstawki.

Przykładowe karty z talii gracza

Przykładowe karty z talii gracza

Nie sposób chyba nie dostrzec, że Ashes bardzo mi się podoba. Jest to miła odmiana po popularnym formacie LCG, który zmusza do inwestowania w kolejne dodatki czy inne booster packi. W tym przypadku otrzymujemy kompletną grę, która daje nam możliwość bardzo różnorodnej konfrontacji dla (nie oszukujmy się) dwóch osób. Każdy, komu nieobce są klimaty fantastyczne, powinien bez problemu zagłębić się w tematykę i wczuć się w kontrolowaną postać. Po kilku zapoznawczych partiach rozgrywka przebiega bardzo płynnie i możemy śmiało próbować przewidywać ruchy przeciwnika, bo talie graczy zawierają jedynie(?) 30 kart. Każda z tych talii oferuje nieco inne doznania, gdyż w każdej z nich mamy nacisk na inne zdolności. Warto więc zapoznać się z wszystkimi, by wybrać styl odpowiedni dla siebie i udoskonalać w tym kierunku swoje umiejętności.

Pozostaje mi szczerze polecić tę grę przede wszystkim fanom gier karcianych oraz amatorom dwuosobowych pojedynków z dużą dozą emocji i różnego rodzaju zwrotów akcji. Mnie do gry głównie przekonała dynamika zagrań oraz przejrzyste zasady wraz oczywiście ze różnorodnymi, startowymi, predefiniowanymi zestawami kart. Dodam jeszcze, że ci, którzy lubują się w precyzyjnym składaniu tali, nie powinni czuć się rozczarowania, bo gra również to oferuje, a obecnie dostępna już jest cała fala dodatków. Z tego co się orientuje mamy też dość prężną scenę turniejową, więc tu również nie powinno być obaw, że polskie wydanie Ashes odstaje czymś innych tego typu tytułów.

Dziękujemy wydawnictwu Factory of Ideas za wypożyczenie egzemplarza gry do recenzji.

Jacek „palladinus” SzmaniaJaco

Tytuł: Ashes: Odrodzenie z Popiołów (Ashes: Rise of the Phoenixborn)
Autor: Isaac Vega
Wydawnictwo: Cube Factory of Ideas (Plaid Hat Games)
Liczba graczy: 2-4
Wiek graczy: 14+
Czas gry: 30 minut

Ashes w pudełkuAshes księga zaklęćAshes żetonyAshes kartyAshes przyzwańcy

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 30 lipca 2016 by in Recenzje.
%d blogerów lubi to: