Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „The King Is Dead”

pic2402804_md

„The King Is Dead” to przeróbka gry z 2007 roku pod tytułem „König von Siam”. Nie miałem okazji wcześniej w nią zagrać, a stare wydanie było już praktycznie nie do dostania, więc tym bardziej się cieszę, że wydawnictwo Osprey Games postanowiło przetematowić tę produkcję i wydać tym roku.
Z odległego Syjamu przenosimy się do Albionu w czasy tuż po śmierci legendarnego króla Artura. Trzy frakcje rozdzierające kraj po odejściu wielkiego władcy — Szkoci, Walijczycy i zromanizowani Brytowie, starają się zdobyć dominację nad wyspą, ale muszą też zwracać uwagę na niebezpieczeństwo zza morza — Anglosasów. My nie jesteśmy, jakby się początkowo mogło wydawać, przypisani do żadnego stronnictwa, ale żądnymi władzy osobnikami, którzy knują na poszczególnych dworach, by zyskać jak największe wpływy wśród rodzimych ludów.

Opis

Gra jest ciekawa co najmniej z kilku powodów. Pierwszy z nich to oprawa graficzna.
Bardzo przypadł mi do gustu ten minimalistyczny, aczkolwiek bardzo estetyczny styl wykonania. Komponentów nie jest zbyt wiele, ale stylizowana mapa oraz bardzo czytelne karty robią doskonałe pierwsze wrażenie. Mamy też garść żetonów oraz sporo drewnianych kosteczek w kolorach odpowiadających wspomnianym już frakcjom. Ciekawostką jest pudełko, z którego taką formą jeszcze nigdy się nie spotkałem — jest to tak naprawdę okładka na przezroczystą wypraskę. Choć początkowo bałem się o nieporęczność, okazało się, że całkiem dobrze takie rozwiązanie działa.
Instrukcja jest dość krótka i choć ostatecznie wszystko się w niej znajduje, to przyznam się, że brakowało mi jeszcze kilku dodatkowych zdań wyjaśnienia w newralgicznych sytuacjach.

pudełko

Kolejną interesującą rzeczą jest pomysł na mechanikę. Jak wspomniałem wcześniej, nie jesteśmy członkiem jednego stronnictwa, ale startujemy jako niezależne postacie, które z jednej strony chcą zdobyć jak największe wpływy wśród frakcji, która na końcu okaże się dominująca. Maksymalizujemy więc rozprzestrzenianie się naszych faworytów, ale również walczymy z innymi graczami o ich przychylność. Jednakże, jeśli w trakcie gry okaże się, że to wraże siły germańskie będą ostatecznie kontrolować Albion, na końcu będą liczyły się wpływy równo zdobyte wśród wyspiarskich plemion.
Mechanicznie działa to bardzo prosto. Na mapie startowo rozłożone są w pewnej częściowo losowej kombinacji siły każdego stronnictwa. Gracz mają do dyspozycji identyczne talie 8 kart akcji, które będą zagrywać na przestrzeni 8 rund. Bardzo ważne więc jest zarządzanie nimi, bo na nich są tylko jednorazowe posunięcia. Zaczynając od startowego gracza, każdy może zagrać jedną kartę, bądź spasować. Jeśli spasuje, to będzie miał jeszcze szansę powrócić, jeśli pozostali gracze wykonają choć jeden ruch. Co ciekawe (ponownie), w każdej rundzie gracz może zagrać dowolną liczbę kart z ręki, ale oczywiście może to skutkować tym, że w ostatnich rundach będziemy bezczynni.

Zagrywając kartę, manipulujemy kostkami na planszy lub dokładamy je z dostępnej puli. Po takim zagraniu gracz musi podnieść jedną kosteczkę z planszy i wziąć do swojej indywidualnej puli, która decyduje o jego wpływach u tego konkretnego stronnictwa. Na końcu rundy, gdy wszyscy spasują, sprawdzany jest aktywny region i władanie nad nim zdobywa frakcja z największą liczbą kosteczek. Jeśli jest remis, Anglosasi przejmują nad nim kontrolę. Jeśli podczas gry najeźdźcy zdobędą czwartą prowincję, następuje koniec i gracz, który ma najwięcej setów kostek w różnych kolorach, wygrywa grę. Jeśli do ósmej rundy to się nie wydarzy, wygrywa gracz, który na koniec ma największe wpływy wśród plemienia, które kontroluje najwięcej regionów na planszy.

zoom

Jest jeszcze drugi wariant z dodatkowym neutralnym, ale wrogim dla wszystkich stronnictwem (zwolenników Mordreda — syna-zabójcę króla Artura), które pojawia się na planszy i w ogólności utrudnia zdobywanie przewag w regionach. Przez wydawce dedykowany jest doświadczonym graczom.

Przemyślenia

Widzimy więc, że warunki zwycięstwa w obu tych przypadkach są z sobą sprzeczne, co prowadzi do ciekawych decyzji podczas posunięć. Można grać na remisy i zbierać sety albo maksymalizować konkretne wpływy i czasami oddawać kontrolę któregoś regionu innemu stronnictwu, ale tak, by ostatecznie to nasz faworyt zwyciężył. Kolejny element, nad którym będziemy musieli się dłużej zastanowić, to w jaki sposób zbierać wpływy wśród wypatrzonej frakcji, by zbytnio nie osłabiać jej pozycji, gdyż po każdym zagraniu karty musimy zabrać jedną kosteczkę z planszy.

Gra wprowadza też ciekawy (a jakże) anty-kingmakingowy mechanizm, gdyż gracz chcący zagrać ostatnią kartę w całej grze, nie może tego zrobić, jeśli spowoduję to, że zwycięży ktoś inny.

Przyznam się, że idei podwójnej większościówki jeszcze nigdzie nie spotkałem i jest bardzo atrakcyjna w swym założeniu. Pasowanie z nadzieją na przeczekanie innych graczy rodzi sporo emocji i nie pozwala choć na chwilę odwrócić głowy od trwającej partii. Mam jednak również kilka wątpliwości, które mogą odstraszyć niektórych. Po pierwsze, w grze nie ma żadnego elementu losowego poza wstępnym rozstawieniem kosteczek. Każde kolejne posunięcia zależą tylko i wyłącznie od woli graczy, więc osoby chcące mieć maksymalną kontrolę nad sytuacją powinny wybierać raczej wariant dwuosobowy. (Dodam jeszcze na marginesie, że wariant czteroosobowy rozgrywa się w dwóch drużynach po dwie osoby).

Po drugie, nie bardzo można planować sobie strategii od samego początku, gdyż pierwsze ruchy są praktycznie wykonywane na oślep, nie wiedząc, co wydarzy się później. Spowalnia to nieco rozgrywkę we wstępnym etapie, a dodatkowo może co bardziej wrażliwych doprowadzić do frustracji.
Z tych dwóch powodów, osobiście unikam grania w tę grę kilka razy z rzędu – jest to dla mnie za duży mind-twist, którego przedawkowania nie znoszę. Należy też zapomnieć o jakimkolwiek klimacie w „The King Is Dead”, więc fani legend arturiańskich (między innymi ja) będą raczej zawiedzeni, jeśli nikt nich o tym nie ostrzeże.

Podsumowując, jest to porządna strategia o unikalnym charakterze i jeśli nie straszna jest Wam abstrakcji, to powinniście koniecznie spróbować.

Dziękujemy wydawnictwu Osprey Games za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Jacek „palladinus” SzmaniaJaco

Tytuł: The King Is Dead
Autor: Peer Sylvester
Wydawnictwo: Osprey Games
Liczba graczy: 2 − 4
Wiek graczy: 12+
Czas gry: 30-45 minut

planszakartyżetony

Reklamy

2 comments on “Zagrałem w „The King Is Dead”

  1. rafał
    21 września 2015

    Gdzie można kupić?

    • palladinus
      21 września 2015

      Premiera będzie miała miejsce za dwa i pół tygodnia na targach SPIEL w Essen, więc dopiero wtedy będzie pewnie coś bliżej wiadomo.
      Na dziś pewnie w żadnym sklepie nie do zdobycia. Na stronie wydawcy jest do zamówienia za £19.99.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 17 września 2015 by in Recenzje and tagged , , , , .
%d blogerów lubi to: