Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Napoleon pod Waterloo – 200 lat później na planszy

Obraz Battle of Waterloo, William Sadler

Battle of Waterloo, William Sadler

Napoleon, Blücher, Wellington

Napoleon
Blücher
Wellington

Gdyby przeprowadzano sondę wśród dowolnie wybranej grupy ludzi i zadawano by im pytanie o najważniejszą bitwę w historii świata, jestem przekonany, że bitwa pod Waterloo znalazłaby się w takiej klasyfikacji w pierwszej trójce. Czy to zasługa niewysokiego pana w charakterystycznym kapeluszu, przeboju zespołu Abba, popularności serii książek quasi-historycznych Bernarda Cornwella, czy rzeczywistego znaczenia bitwy w historii, pewnie się nie dowiemy, ale efekt jest rzeczywiście zdumiewający.
Dziś jest wyjątkowa okazja, by pisać o bitwie pod Waterloo, gdyż dokładnie 200 lat temu – 18 czerwca 1815 roku, wojska koalicji antyfrancuskiej, pod wodzą Arthura Wellesley’a i Gebharda von Blüchera, starły się z armią Napoleona, by ostatecznie przesądzić o przyszłości Europy, jak i całego świata.

Popularność tej bitwy ma także odzwierciedlenie w dziedzinie gier planszowych. Wpisanie hasła Waterloo na stronie BGG wyświetla nam 52 tytuły powiązane mniej lub bardziej z bitwą. Należałoby do tej listy dopisać kilkanaście kolejnych tytułów, nie mających w nazwie Waterloo. Ów „kłopot bogactwa” nie oznacza jednak, że wszystkie te gry warte są uwagi. Stąd też pomysł na przybliżenie czytelnikom zarówno klasycznych gier o tej bitwie, jak również mniej znanych, ale wartych zapoznania się z nimi, tytułów. Oczywiście lista ta ma charakter subiektywny i nie stanowi wyczerpującej odpowiedzi na pytanie: w którą wersję bitwy pod Waterloo zagrać? Mam jednak nadzieję, że czytelnicy otrzymają w ten sposób pewną bazę i punkt wyjścia do poszukiwań ich ulubionego, planszowego Waterloo.

AH Waterloo 1962W dalszej przeszłości, początku gier wojennych z prawdziwego zdarzenia należy upatrywać w postaci Charlesa S. Robertsa, który jako hipotetyczny temat dla pierwszych gier historycznych swojego wydawnictwa wybrał Waterloo („Waterloo”) oraz Gettysburg. Był to wynik przemyśleń Robertsa dotyczących użycia wydarzeń historycznych jako tematu gry planszowej. Zaraz po tym, Avalon Hill przedstawiła pierwsze innowacje związane z modelem takiej gry, a mianowicie rozróżnienie ukierunkowania formacji (oddziały posiadały front i skrzydło) oraz ostrzału artylerii. Miało to miejsce w latach 60-tych poprzedniego wieku.

Napoleon Columbia GamesWarto w tym momencie spojrzeć na ewolucję gier planszowych przez pryzmat bitwy pod Waterloo. W połowie lat 70-tych mnogość innowacji zalała nasze hobby niczym tsunami. W 1974 roku Tom Dalgliesh, Ron Gibson i Lance Gutteridge (Columbia Games) stworzyli grę o prostym tytule „Napoleon”, której centralnym mechanizmem było użycie bloczków zamiast żetonów, symulujących zarówno mgłę wojny oraz w sprytny sposób przedstawiając stopniowe „zużywanie się” jednostki (Panowie z Columbia Games nie powiedzieli jednak ostatniego słowa w tej sprawie). GDW (Game Designers Workshop) wydaje w 1975 roku grę „1815: The Waterloo Campaign”, której autor, Frank Chadwick, zastosował pomysł „zużycia” kawalerii po przeprowadzeniu szarży oraz wprowadził zasady sprawdzania widoczności przy ostrzale.

Napoleon at Waterloo SPINie mogło w tym historycznym zestawieniu zabraknąć także gier wydawnictwa Simulations Publications (SPI). Jim Dunnigan i jego „Napoleon At Waterloo” (1971) odtwarza bitwę w sposób bardziej realistyczny, niż gra Charlesa Robertsa, skupiając się na samej bitwie, podczas gdy produkt Avalon Hill w rzeczywistości stworzył grę o całej kampanii 1815 roku. Gra Dunnigana stała się źródłem całej serii gier poświęconej epoce napoleońskiej (obecnie ten system gracze skrótowo nazywają NAW). System ten posłużył także do wydania gry o kampanii 1815 roku, która zawierała w sobie wszystkie cztery bitwy kampanii (Quatre – Bras, Ligny, Wavre i Waterloo). Na poziomie stricte taktycznym doczekaliśmy się wydania w roku 1976 gry Wellington's Victory„Wellington’s Victory: Battle of Waterloo” (Frank Davis), która odwzorowywała działania na poziomie pułku i batalionu, dzięki czemu gracze mogli poczuć dreszcz emocji w trakcie starć w Hougoumont, La Haie Sainte czy Plancenoit. Podobnie rzecz ma się z wydaną w 1979 roku „Ney vs Wellington” (1979), opartą na systemie z gry Davisa. Jej autorem jest John Balkosky, a gra przedstawia bitwę pod Quatre Bras.

Napoleon's Last BattlesKevin Zucker, pracujący w tym okresie dla SPI, jest autorem „Napoleon’s Last Battles” (NLB – 1976), która to gra stała się źródłem całej linii produktów wydawanych przez utworzoną przez niego, po rezygnacji z pracy w SPI, grupę wydawniczą Operational Studies Group. NLB wprowadziła szereg innowacji związanych z łańcuchem dowodzenia (dowódcy aktywowani rzutem kością), żetony z awersem i rewersem, które wskazywały poniesione straty, rozkazy marszowe itp. System ten rozwinął się zarówno w postaci operacyjnej, jak i grand taktycznej, opisującej różne kampanie epoki napoleońskiej. Z kolei na poziomie strategicznym kampanię 1815 roku odtwarzały gry Davida C. Isby („Napoleon’s Last Campaigns” – 1974) oraz Johna Prados („Campaigns of Napoleon” – 1980). Do tego ostatniego wrócę jeszcze w dalszej części artykułu. Jakkolwiek patrząc, mamy wszelkie powody, by sądzić, iż Waterloo miało niezwykły wpływ na rozwój planszowych gier historycznych od samego zarania ich dziejów.

Waterloo 1815 DragonW czasach bardziej nam współczesnych mamy i polski akcent, czyli „Waterloo 1815” Dariusza Góralskiego, wydaną w roku 1996 przez nieistniejącą już dziś firmę Dragon. Dla mnie to klasyk, który co prawda próby czasu nie wytrzymał, jednak wiążą się z nim przyjemne wspomnienia i dziesiątki, jeśli nie setki godzin spędzone nad planszą. To jedna z tych gier Dragona, gdzie widać, że był to efekt twórczej pracy, solidnego przygotowania i stanu wiedzy w owym czasie. Zmagania batalionów piechoty, efektowne szarże kawalerii i morderczy ostrzał artylerii stanowią nieodłączną cechę tej gry. Dziś nie dałbym się za żadne skarby namówić do ponownego w nią zagrania, jednak pozostanie ona w moim sercu tak samo, jak pierwsza wakacyjna miłość.

The Battles of Waterloo GMTMniej więcej w tym samym czasie (1994 rok) na rynku ukazuje się gra Richarda Berga, wydana przez GMT Games, „The Battles of Waterloo”. Jej niewątpliwym plusem było to, że w jednym pudełku mieliśmy cztery bitwy do rozegrania (pomysł nie nowy), bo oprócz tytułowego Waterloo, można było spróbować swoich sił pod Quatre Bras, Ligny i Wavre, jak również połączyć bitwy ze sobą. Pierwsze spotkanie z „Battles of Waterloo” było dla mnie ciekawym przeżyciem, gdyż rozwiązania w niej użyte były dość nietypowe w porównaniu z wojennymi tytułami z rodzimego podwórka. Pierwszy raz mogłem przekonać się na własnej skórze, że nie wszystkie oddziały zaatakują przeciwnika wtedy, kiedy zechcę; że dowódcy nie wykonają wszystkich rozkazów i że armia okresu napoleońskiego nie była poruszającą się jak po sznurku maszynerią. Minusem była dość topornie napisana instrukcja, jednak przyjemność z rozgrywki niwelowała owe niedogodności. Jednak i ta nie zagościła na stałe na moim stole (choć nie ukrywam, że po „face liftingu” znowu mógłbym mieć ją w swojej kolekcji).

La Bataille de Mont Saint JeanTrzecim klasykiem jest „La Bataille de Mont Saint Jean”, Eda Wimble’a, wydana przez Clash of Arms w roku 1993. Seria „La Bataille” jest zresztą jedną z flagowych serii gier napoleońskich, która miała swój początek w latach 70-tych (GDW i „La Bataille de la Moscowa”) zdobywając szerokie grono zagorzałych fanów. Cechą charakterystyczną tej serii jest drobiazgowe przedstawienie zmagań na poziomie batalionu/pułku/baterii. Wiąże się z tym także obszerność przepisów, kilka ich wersji (trzy bazowe systemy oraz kilka pobocznych, łączących w sobie wymieszane wersje podstawowe, łącznie naliczyłem ich osiem) i dość skomplikowana rozgrywka. Efekt moim zdaniem jest niezbyt zadowalający i cała seria, pomimo efektownego poziomu wydania (prześliczne żetony i mapy), bardziej przypomina napoleońskiego „Advanced Squad Leadera” niż grę wartą polecenia. Ale dla każdego coś dobrego.

Waterloo WalalcePrzenieśmy się teraz do czasów obecnych. Martin Wallace kojarzy się raczej z typowymi eurogrami, lecz jego romans z grami historycznymi zawsze był wyraźnie widoczny. Czy to w „Struggle of Empires”, czy „Periklesie”, Martina ciągnęło od zawsze do gier opartych na wydarzeniach historycznych niczym przysłowiowego wilka do lasu. Efektem była wydana w 2009 roku gra „Waterloo”, która w dość innowacyjny sposób przedstawiała samą bitwę. Jej cechą charakterystyczną było użycie drewnianych figurek piechoty, kawalerii, artylerii oraz dowódców, co zdecydowanie wpływało na wizualną atrakcyjność produktu. Jej odbiór przez graczy był różny – eurogracze narzekali na losowość i „konfrontacyjny” charakter gry (zarzut dość niecelny w przypadku gry wojennej, która ze swej natury jest konfrontacyjna), wojennicy pomstowali na „cukierkowość” wydania (twardziele przecież grają tylko w gry heksowo – żetonowe, prawda?). Ja natomiast bawię się przy tej grze świetnie. Wallace zrobił kawał naprawdę niezłej roboty, oddając dylematy taktyczne obu stron, czyniąc to w sposób nienachalny i mechanicznie przystępny.

Beyond WaterlooWspominany przeze mnie John Prados jest autorem wydanej w 2011 roku w czasopiśmie „Against the Odds” gry „Beyond Waterloo”, która ze względu na swoją unikalność warta jest wzmianki. „Beyond Waterloo” skupia się bowiem na okresie słynnych 100 dni Napoleona po jego ucieczce z Elby i zaczyna w marcu 1815 roku. Do naszych zadań należy rekrutacja jednostek, formowanie korpusów i armii, rozwijanie sił w oczekiwaniu na nieuchronny atak wojsk koalicji, która podzielona i targana wewnętrznymi sporami, wynikłymi na Kongresie Wiedeńskim, raz jeszcze jednoczy swe siły na drodze do obalenia korsykańskiego uzurpatora. Niezwykła mieszanka mechaniki administracji, logistyki, dyplomacji oraz grand taktyki wojennej i wojskowej czyni z gry ciekawy produkt.

Fallen Eagles HexasimColumbia Games wypuściła w roku 2013 czwartą edycję swojego hitu z roku 1974 i jest to moim zdaniem jej wersja ostateczna i zarazem najlepsza. Kampania 1815 roku, bloczki, szybka rozgrywka i niesamowita przyjemność z grania. Grę polecam każdemu, zarówno zajadłemu strategowi, jak i skromnemu debiutantowi.
Co czeka nas w przyszłości? Jak było do przewidzenia, dwusetna rocznica bitwy stała się doskonałym źródłem do wydania kolejnych gier o Waterloo. Francuzi wydają „Waterloo 1815: Fallen Eagles” (Hexasim), „Les Quatre Bras & Waterloo 1815: The Empire Final Blows” (Ludifolie Editions), Waterloo 200Włosi „Waterloo 200” (Vento Nuovo Games) oraz „Waterloo: Enemy Mistakes” (Pendragon Game Studio), Finowie „W1815” (Uusitalo & Paqvalin Games), Kevin Zucker „Napoleon’s Last Gamble” (OSG), mamy także reedycje klasyków („Wellington’s Victory”). A graczom pozostaje jedynie przebierać niczym w ulęgałkach i pewnie za rok lub dwa przekonamy się, ile z tych gier okazało się Waterloo Napoleona, a ile z nich stało się Waterloo Wellingtona/Blüchera. Natomiast bez wątpienia emocji nad planszą nie zabraknie, czego sobie i Szanownym Graczom życzę.

Cezary „clown” Domalski

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 18 czerwca 2015 by in Felietony and tagged , , , .
%d blogerów lubi to: