Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „Kobayakawę”

pic2299549_mdKobayakawa to klan samurajów z XV i XVI wieku, który wsławił się między innymi tym, że mimo wcześniejszych obietnic z różnych stron, w czasie bitwy pod Sekigaharą był wielką niewiadomą dla dowódców obu walczących armii. Hideaki Kobayakawa ostatecznie przyłączył się do Tokugawy, zdradzając w ten sposób Ishidę i rozstrzygnął bitwę, dającą praktycznie początek epoce Edo w Japonii trwającej ponad 260 lat.
„Kobayakawa” to także tytuł gry wydawnictwa iello, którą zaliczyć trzeba do rosnącego ciągle w siłę nurtu mikrogier. Określenie mikro pasuję tu bardzo dobrze, bo gra składa się z tali 15 kart (z nominałami od 1 do 15) oraz 32 żetonów. Jak możecie się domyślać, gra ta z wprowadzającym opisem tego tekstu może mieć mało wspólnego, ale przeczytajcie, o co w niej chodzi i oceńcie sami.

Oczywistą inspiracją wydaje się w tym przypadku poker, lecz odarty z wszystkich statystycznych rozważań dotyczących możliwych układów i sprowadzony wyłącznie do pojedynczej decyzji lub raczej do serii pojedynczych decyzji, gdyż gra składa się z siedmiu bardzo podobnie wyglądających rund.
IMG_20150323_135126_smallRozgrywka wygląda w ten sposób, że każdy z graczy otrzymuje 5 żetonów i jedną kartę, którą trzyma zakrytą przed innymi, a jedną kartę z talii losowo kładzie się odkrytą na środku – to będzie wspólny discard. W swojej turze można pobrać kartę i mając aktualnie dwie na ręce, jedną z nich odłożyć na bok, by była widoczna dla innych. Drugą możliwością jest wzięcie bez wcześniejszego sprawdzania karty i odrzucenie na wspólny stos tak, by przykryć poprzednio odrzuconą kartę.
Cała ta procedura nie trwa dłużej niż minutę, po czym gracze decydują zgodnie z kolejnością, czy zostają w grze, wrzucając do puli swój żeton, czy pasują i nie biorą dalszego udziału w tym rozdaniu. Wszyscy, którzy zostali, odkrywają swoje karty i w tej chwili następuję kluczowy moment w grze: gracz z najniższą kartą dodaje sobie wartość z karty na środku stołu i uwzględniając to, ten kto ma najwyższy wynik, zgarnia całą pulę. Po siedmiu rundach gracz z największą liczbą żetonów zostaje zwycięzcą.
IMG_20150323_135509_smallMuszę przyznać, że w grę o tak minimalistycznych zasadach nie grałem od bardzo dawna. I ta cecha wydaje się zarówno najmocniejszą, jak i najsłabszą stroną „Kobayakawy”. Niektórzy, w tym ja, widzą w niej ducha pokera, inni osławionej gry karcianej znanej chyba każdemu z dzieciństwa – wojny. Rzeczywiście mamy tu olbrzymią losowość, ale właśnie dlatego z pomocą przychodzi sprytny mechanizm ze środkową kartą. Pozwala nam oszacować szanse na zwycięstwo, a nawet próbować blefować, by przechytrzyć naszych przeciwników. Ja z miłą chęcią zawsze siadam do partyjki „Kobayakawy”, zwłaszcza że spokojnie można ją skończyć w 10-15 minut, nawet w sześcioosobowym składzie.
Jednak dobrze rozumiem osoby, które nie czerpią satysfakcji z tej gry, gdyż trzeba mieć do niej specyficzne podejście. Tej grupie ciężko będzie proponować rozgrywkę, bo jest to dla nich męczarnia. Ostatecznie skutkuje tym, że nie grywam w ten tytuł tak często, jak bym sobie tego życzył.

Dziękujemy wydawnictwu iello za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Jacek „palladinus” SzmaniaJaco

Tytuł: Kobayakawa
Autor: Jun Sasaki
Wydawnictwo: iello
Liczba graczy: 3−6
Wiek graczy: 8+
Czas gry: 15 minut
IMG_20150323_135251_small

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 24 marca 2015 by in Recenzje and tagged , , , , , .
%d blogerów lubi to: