Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „Tortuga” – Yo Ho Ho

pic1906240_mdRedakcyjnym specjalistą od tematów pirackich jest u nas Jacek „palladinus” i to właściwie on powinien recenzować grę Tortuga. Ale lista gier czekających u niego do recenzji jest bardzo długa, dlatego sam postanowiłem zmierzyć się z tematem. Queen Games znaną już sobie ścieżką wydał grę na Kickstarterze, ale do mnie przybyła z jednego z Mathandli i zanim trafiła na stół trochę kwitła na półce. Ale w końcu się udało i pełen nadziei związanych z dobrymi rzutami kośćmi zasiadałem do pierwszej partii. A potem drugiej i kolejnej. A oto, co po tych kilku partiach mam do powiedzenia.

Wykonanie gry jest w standardzie Queen Games, czyli żadnych uwag. Każdy z graczy otrzymuje swój zestaw pirackich kości i planszę gracza, na której lądują już łupy z poprzedniej wyprawy (dwie skrzynie ze skarbami) i zasłonkę. Reszta elementów to wyspa, na którą trafiać będą nadmiarowe skarby oraz żetony z monetami i punktami bonusowymi. Plansza gracza podzielona jest na pięć sektorów, na które będziemy odkładali kości pasujące do danej akcji: wzmocnienie swojej floty, wzmocnienie załogi, zdobywanie skarbów oraz salwa z dział i walka na szpady. Kości, które są głównym elementem mechaniki, zawierają symbole przypisane do danych akcji oraz ich wartość, zależną od kości. Rzucając kości za swoją zasłonką, musimy zdecydować jakie z nich chcemy zostawić, a jakie będziemy przerzucać, trzymając się zasady, że musimy zostawić przynajmniej jedną z nich. Jeśli zostawiamy więcej kości, muszą mieć one identyczny symbol, chyba że jest to symbol czaszki, który zamieniamy na inny. Po kilku rundach, w których rozłożymy wszystkie kości, rozpatrujemy po kolei każdą z kategorii i przyznajemy bonusy za pierwsze i drugie miejsce. A że jest to gra o skarbach, na koniec przesuwamy nasze skrzynie do Tortugi, zwalniając miejsce na kolejne łupy. Gra skończy się, gdy któryś z graczy zgromadzi w Tortudze sześć skrzyń, ale żeby nie wszystko było oczywiste, nasze pirackie punkty sławy będą sumą nie tylko punktów za skarby, ale także osiągnięć na polu armat i szpad. A jakby tego było mało, dojdą jeszcze sety za kolory skrzyń no i monety wydobyte wokół wyspy. To oczywiście tak z grubsza, wszak każdy pirat nudzić się będzie czytając zbyt długie opisy zasad.

2015-03-02_220244

„Tortuga” bardzo mi się spodobała, choć zakładałem przed grą, a po przeczytaniu zasad, że szybko o niej zapomnę. Rzucanie kośćmi wcale nie jest festiwalem losowości, sporo bowiem mamy w grze wyborów. Jest też kilka miejsc, w których zbieramy punkciki, dlatego, jeśli nie idzie nam w jednej z pirackich dziedzin, warto wykorzystać kości w innej. Albo jeszcze lepiej – poprzeszkadzajmy innym piratom kradnąc lub topiąc im skarby. Zdarzało się co prawda, że komuś bardzo nie podchodziły rzuty, ale więcej było w tym marudzenia gracza niż realnych problemów z losowością. Musimy sobie bowiem szybko uzmysłowić, że nie będziemy ciągle pierwsi, nie wygramy każdego pojedynku i nie każdą skrzynię ze skarbami dowieziemy do celu. Ot taki jest piracki żywot. Wracając do piratów, jedni widzieli w grze klimatu po złotego zęba kapitana Haka, inni ledwie go dostrzegali na wysokości drewnianej nogi bosmana. Ja myślę, że jest klimatu dokładnie po środku, gdzieś w okolicach skórzanego paska ze złota klamrą, dlatego część z was będzie niezadowolona, a część będzie się świetnie bawić. Choć „Tortuga” nie kandyduje w kategorii gry wieczoru, świetnie zamknęła nam wieczór z cięższymi grami, a i na konwencie w Brzegu nikt po partii nie zgłaszał uwag. Spędzone przy grze nieco ponad pół godziny nie powinno nikogo zmęczyć, jest to bowiem pozycja lekka i przyjemna, a odrobina negatywnej pirackiej interakcji jeszcze nikogo nie zabiła. Zwrócę jednak uwagę, że jeśli w waszej okolicy nie ma zbyt wielu piratów, to wariant dwuosobowy nie jest tak fajny jak rozgrywka w pełnym składzie. Polecam spróbować, a jeśli i Wam się spodoba możecie sięgnąć po dwa małe dodatki, które zmieniają nieco zasady podstawowe.

  Przemek „woj_settlers” Wojtkowiak PW

Tytuł: Tortuga
Autor: Jay Cormier, Sen-Foong Lim
Wydawnictwo: Queen Games
Liczba graczy: 2-4
Wiek graczy: 8+
Czas gry:  30 minut

2015-03-02_220121 2015-03-02_220203 2015-03-02_220215 2015-03-02_220233 2015-03-02_220244 2015-03-02_220254

Advertisements

3 comments on “Zagrałem w „Tortuga” – Yo Ho Ho

  1. palladinus
    3 marca 2015

    Od siebie dodam, że warto kontrolować, w jakich kategoriach pozostali gracze kompletują kości. Dzięki temu możemy nawet przy słabych rzutach zdobywać bonusy albo odstraszać potencjalnych agresorów nawet jeśli nie jesteśmy liderem w danej dziedzinie.
    Bardzo dobrym pomysłem jest też zasłonaka z opisem możliwych wyników na poszczególnych kościach. Możemy dzięki temu planować, który wynik opłaca nam się zostawić.

    Co do klimatu, to jest go sporo jak na grę kościaną, ale wiatru we włosach raczej nie poczujemy czy dreszczy na widok Wesołego Rogera. Na szczęście nie jedno przekleństwo z pewnością się wyrwie graczom, gdy zobaczą wyniki na swoich kościach.

  2. gracz
    3 marca 2015

    Jedna z ciekawszych gier kościanych, jakie ostatnio widziałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 3 marca 2015 by in Recenzje and tagged , , , , .
%d blogerów lubi to: