Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „Abraca…what?”

abraca what coverAzjatyckie gry znane są z tego, że są na swój sposób unikalne i nowatorskie. Korea Boardgames od jakiegoś czasu próbuje wedrzeć się na rynki zachodnie i między innymi dlatego wydawnictwo to stworzyło nową markę Divedice. Właśnie z tej serii ukazało się kilka ich gier na ostatnich targach SPIEL w Essen, m. in. opisywany wcześniej przeze mnie King’s Pouch. Kolejną grą jest Abraca…what? i muszę przyznać, że od początku tytuł ten mnie zainteresował. A na dowód tego, że nie tylko mnie, to nie tak dawno zostały ogłoszone dwa wydania: francuskie i niemieckie, a Koreańczycy twierdzą, że do końca roku gra ukaże się w sumie w 7 krajach.
Jeśli miałbym do którejś kategorii ją zaszufladkować, to chyba opisałbym ją jako filler albo grę rodziną. Już po otwarciu pudełka, w oko wpadają intrygujące plastikowe elementy. Okazuje się, że są to zasłonki-trzymacze, a po ich rozstawieniu, setup przypomina nieco Hanabi Deluxe. I w ogólnym założeniu idea gry jest podobna – widzimy elementy tylko innych graczy, a nasze własne są odwrócone i niewidoczne dla nas, a my staramy się ich pozbyć, pozostając jak najdłużej przy życiu. A może okazać się to niezbyt łatwe, bo jesteśmy magami, którzy w ciemno rzucają zaklęcia. Oczywiście niezbędne będzie posługiwanie się dedukcją, by móc oszacować, na co możemy sobie pozwolić. IMG_20150202_172538_smallKlimat czarowania tkwi w efektach, które możemy wywołać i różnym prawdopodobieństwem występowaniu określonych zaklęć. Źle wyrecytowany czar zadaje nam obrażanie, natomiast poprawnie rzucony może m. in. nas uleczyć, pozwolić podejrzeć zakryte elementy lub ranić jednego, a nawet kilku przeciwników. Instrukcja zachęca, aby wykrzykiwać podczas wypowiadania odpowiednich nazw i może rzeczywiście być to jeden ze śmieszniejszych momentów w grze, jeśli wśród graczy znajdują się osoby o zapędach aktorskich.

Mamy też w Abraca…what? element push-your-luck, gdyż chęć pozbycia się swoich bloczków może konkurować malejącymi szansami na powodzenie. Wraz z postępem gry zgadywanie staje się trochę łatwiejsze, gdyż udane zaklęcia lądują na wspólnej planszy widoczne dla wszystkich graczy. Zostawia to mniejszą niepewność, ale zmusza do bardziej przemyślanych decyzji, gdyż pod koniec może do zdecydować o zwycięstwie.

Przyznam się, że mnie ta gra sprawia dużo frajdy, mimo że wśród niektórych moich dotychczasowych współgraczy panuje sceptyczna opinia na jej temat. Mamy tu dość prostą dedukcję i szacowanie swoich szans na sukces. Oczywiście możemy mieć pecha i przez większość gry dokonywać złych wyborów, ale przy relatywnie dynamicznej rozgrywce, nie stanowi to dla mnie problemu. Interakcja jest tu oczywista, aczkolwiek raczej przypadkowa, gdyż w pierwszej kolejności staramy się pozbyć naszych czasów, a wydaje mi się, że w olbrzymiej większości ich efekty są dla gracza drugorzędne (choć zdarza się, że decydują o wyniku partii).

IMG_20150202_172219_small

Mnie sporo satysfakcji daje też poprawny ciąg myśliwy, kiedy to odgadujemy kilka ukrytych pozycji z rzędu. W przeciwieństwie niektórych gier opartych o ten mechanizm, jak np. Kryptos, każdy kolejny sukces pomaga w dalszym wyborze, a i porażka jest często dobrą wskazówką. Abraca…what? to niezobowiązująca pozycja raczej dla grona nastawionego na rozrywkę niż na nadwyrężanie swoich zwojów mózgowych. Tak jak wspomniałem, nie wszystkim się ta gra spodoba, ale bardzo przyswajalne zasady nie będą stały na przeszkodzie, by samemu się o tym przekonać. Niestety jest to gra słabo lub wręcz w ogóle nie dostępna w Polsce, choć patrząc na ekspansję koreańskiego wydawnictwa w Europie, może to się w miarę szybko zmienić.

Dziękujemy wydawnictwu Korea Boardgames za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Jacek „Palladinus” SzmaniaJaco

 

Tytuł: Abraca…what?
Autor: Gun-Hee Kim
Wydawnictwo: Korea Boardgames
Liczba graczy: 2−5
Wiek graczy: 7+
Czas gry: 30 minut

IMG_20150202_172333_small IMG_20150202_172118_small

Reklamy

5 comments on “Zagrałem w „Abraca…what?”

  1. woj_settlers
    2 lutego 2015

    Jak dla mnie bez sensu jest element dobierania kolejnych żetonów, które wystarczą tylko dla pierwszych graczy. Oni za zgadnięcie dostają kolejne żetony, co raczej jest karą a nie nagrodą. Grałem dwa razy i dwa razy nie widziałem w tym żadnej zabawy. Tak jak Jacek wspomniał, można mieć w tej grze ciągłego pecha a do tego ciągle być bitym przez współgraczy. Gdzie jest tu fun? Do tego gdzie tam jest poprawny ciąg myślowy jeśli większość decyzji to zwyczajnie strzał? A przeciwieństwa do Kryptosa nie uchwyciłem bo tam podobnie każdy wynik czy to porażka czy też sukces jest konkretną podpowiedzią. Ta gra nie ma u mnie szans ani z pozycji geeka ani z pozycji gracza rodzinnego. A jeśli chodzi o zabawę to znam dużo lepsze gry.

  2. palladinus
    3 lutego 2015

    Spieszę wyjaśnić, że w czteroosobowej grze, na starcie rozdaje się 20 „kamieni” z 36, więc te 16 starczy na prawdopodobnie na dwie rundy i prawie na pewno dla każdego gracza. Gdyby wszystkie były rozdane, byłoby wszystko oczywiste, a jeśli odrzucane na stałe, to zupełnie nieprzewidywalne. Zatem każda poprawna odpowiedź, zwiększa szanse odgadnięcia na przyszłość, gdzie we wspomnianym Kryptosie, prawdopodobieństwo się nie kumuluje z rundy na rundę.
    Co do strzelania, to jest to racja, bo na tym polega push-your-luck – masz różne szanse powodzenia w zależności od zaklęcia i sam decydujesz, jak bardzo chcesz zaryzykować. A opcji jest sporo – 8 czarów z liczbą „kamieni” od 1 do 8, a w raz z topniejącą pulą niewiadomych, ryzyko błędnych decyzji gwałtownie spada.

  3. woj_settlers
    3 lutego 2015

    Skoro potwierdzasz że wynik zależy od szczęścia to gdzie tam jest miejsce na poprawny ciąg myślowy? Raczej poprawny ciąg szczęścia. Dedukcji w tej grze praktycznie nie ma, chyba że za dedukcję uznamy zliczenie ile widze u innych oraz na planszy danych symboli i licząc że nie ma ich w puli nieodkrytej strzelam że jest u mnie. Co do żetonów dobieranych z puli to wiem że może starczyć dla wszystkich, ale równie dobrze wyobrażam sobie, że te żetony dobiera jeden czy dwóch graczy którzy prawidłowo strzelają. A że chodzi o to żeby zejśc z całej ręki to raczej słabo, że mam więcej do zgadnięcia niż ten któremu zgadywanie idzie gorzej? (może lepiej jakby te nadmiarowe żetony rozdać po równo i każdy dobierałby ze swojej puli – jak zgadujesz to ci topnieje a jak nie to zostajesz w tyle). Trudno mi znaleźć argumenty za tym, żebym chciał w to jeszcze grac.

    • palladinus
      3 lutego 2015

      Jak ktoś trafnie ostatnio napisał: „Na tym polega nasze hobby – każdy znajdzie coś dla siebie” 😉 A dedukcja dokładnie na tym polega – wyciąganie wniosków na podstawie dostępnych przesłanek. Nie bardzo widzę o co się spieramy, ale np. jeśli każdy by miał swoją pulę, to jeszcze bardziej gra premiowałaby szczęście. Nie jest to kaliber Alchemików, ale jak dla mnie przyjemna gra z szacowaniem prawdopodobieństwa.

  4. Pingback: Komentarz (krytyczny) do nominacji Spiel des Jahres 2015 | Ciekawe Gry

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2 lutego 2015 by in Recenzje and tagged , , , , , .
%d blogerów lubi to: