Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Z Darwinem u boku – Zagrałem w „Robinson Crusoe: Wyprawa HMS Beagle”

robinsonlogoPograłem w Robinsona Crusoe wiele razy. Ale nie powiedziałbym, że się nagrałem. Nie wszystkie scenariusze udało mi się ukończyć z sukcesem, a w sieci znaleźć można kolejne do pobrania. To co wyprawia ta gra na BGG, to istne szaleństwo. Pnie się w górę rankingu w zawrotnym tempie zbliżając się do Top 10. I jeszcze te wszystkie nagrody. Właśnie w takiej atmosferze dostaję od Ignacego duży dodatek do Robinsona – „Wyprawa HMS Beagle”. I co tu zrobić? Grać drogi rozbitku, grać!

Uwagi natury porządkowej

Pudełko jest niesamowite. Całość przypomina bardzo stary wolumin, oprawiony w barwioną skórę, z pożółkłymi kartkami. Robi to genialne wrażenie i aż chce się takie pudełko postawić na półce. Nie ma jednak co ukrywać, że zawartość dodatku mieści się doskonale w pudełku od podstawki (mam pierwszą edycje w dużym podłużnym pudełku), dlatego pudełko wylądowało u mnie strychu. Choć już się boję, jak widzę nieduży napis na pudełku Volume 1.

Wkurza mnie poważnie, jak kupuje sobie grę, która okazuje się świetna. Ile bym nie grał, to się nie nagram. A potem wychodzi do niej dodatek, który jest jeszcze lepszy i przestaję grać w wersję podstawową, tylko gram w dodatek właśnie. Tak miałem w niesamowitego Strongholda, gdy wyszedł Undead. Tak mam w Robinsona, gdy wyszedł HMS Beagle. No kurde Ignacy, tak się nie robi! Składam petycje: NIE dla świetnych dodatków do świetnych gier. Daj się nagrać w podstawkę 😉

Aby zagrać w Wyprawa HMS Beagle, należy posiadać wersję podstawową gry Robinson Crusoe Adventure on the Cursed Island. Ale to nie tak, że dodatek to tylko kilka kart i jedna czy dwie dodatkowe akcje. Beagle jest pełen kart, świetnej zbindowanej książeczki ze scenariuszami, nowym drewnem. Jest w ogóle nową grą. Niby to samo, ale nie to samo. Nowe akcje, nowe możliwości, nowe postacie, nowe scenariusze, nowe pomysły, nowe zagrożenia. To inna gra. Do tego, najlepiej zagrać w nią jednym ciągiem, cała kampanię, jeden scenariusz po drugim.

rr11

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda

Teraz przygody Robinsona, ułożone w pewien ciąg, są jeszcze bardziej napakowane klimatem. Teraz jak robisz coś w jakimś scenariuszu, to możesz być pewien, że to się jeszcze przyda w innym. Jak zbierzesz roślinki, to potem musisz dostarczać im wodę. Wodę możesz im dostarczać w beczkach, które zdobędziesz w kolejnej misji. A do tego musisz pomagać młodemu Darwinowi w badaniach, naprawiać statek, unikać niebezpieczeństw na morzu, badać kulturę plemion zamieszkujących wyspy i przetrwać epidemię, która całą wyprawę postawi pod znakiem zapytania. Klimat kipi, bulgocze i wylewa się na zewnątrz. Mięsożerne rośliny oplatają planszę, wysłany po beczkę na wodę kucharz wraca z niczym, miotany podczas sztormu statek kieruje się wprost na mieliznę, Darwin ulega urokowi pięknej Syreny, handel z plemionami wcale nie jest łatwy, a kolekcja skamielin wymaga konserwacji. Można by pomyśleć, że nie da się tego wszystkiego zmieścić w jednej grze. Ale mówię Wam – da się!

rob3

No i co ja mam napisać?

Ci co mnie znają, mogli by powiedzieć, że nie jestem właściwą osobą do pisania o grze Ignacego Trzewika „Robinson Crusoe”. Bo to nie moje klimaty, bo to nie euro, bo to kooperacja, bo to i tamto. A ja odpowiadam, to wszystko prawda. Tylko co z tego, skoro łamiąc wszystkie moje schematy lubię Robinsona Crusoe. Spędziłem przy nim sporo godzin, a nie rozegrałem jeszcze wszystkich scenariuszy. Przegrywaliśmy i wygrywaliśmy. Kiedy misja kończyła się niepowodzeniem, prawie zawsze towarzyszyła nam chęć powtórzenia jej, zagrania inaczej. Uczyliśmy się na własnych błędach, eliminowaliśmy niepotrzebne ruchy. Współpracowaliśmy i świetnie się bawiliśmy.

Nie inaczej jest przy dodatku „Wyprawa HMS Beagle”. To prawda, że przygotowanie gry do rozgrywki zajmuje sporo czasu. Że rozkładania kart, żetonów i innych gadżetów wymaga czasu. Ale warto go poświęcić, żeby potem delektować się świetną grą. Za pierwszym razem, dodatek mocno mnie zaskoczył. Zaskoczył różnorodnością, rzeczami których kompletnie się nie spodziewałem. Ale każda kolejna partia, dawała mi jeszcze więcej frajdy, bo wiedziałem czego się spodziewać i na co przygotować. Zbierałem dodatkowe beczki, naprawiałem statek i chroniłem rośliny bo wiedziałem, że w następnym scenariuszu mi się to przyda. A gdy w końcu docierałem do końca, byłem zmęczony jakbym wrócił z dalekiej podróży pełnej przygód. Przecież uczestniczyłem w wielkiej wyprawie. W wyprawie z Darwinem u boku.

Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Przemek „woj_settlers” WojtkowiakPW

Tytuł: Wyprawa HMS Beagle
Autor: Robert Masson i Ignacy Trzewiczek
Wydawnictwo: Portal Games
Liczba graczy: 1-4
Wiek graczy: 8+
Czas gry: 60-120 minut (przy pełnej kampanii raczej dłużej niż krócej)

rob1rob2

rob6

 

 

 

 

 

 

 

rob5

rob7

rob10

 

 

 

 

 

 

rob3

rob8

rob9

 

 

 

 

 

 

 

rob11

 

rr1rr2
rr3 rr4 rr5 rr6 rr7 rr8 rr9 rr10 rr11 rr12 rr13 rr14 rr15 rr16 rr17 rr18 rr19 rr22 rr23 rr24 rr25 rr26 rr27 rr28 rr29 rr30 rr31 rr32 rr33

Reklamy

2 comments on “Z Darwinem u boku – Zagrałem w „Robinson Crusoe: Wyprawa HMS Beagle”

  1. Pingback: RECENZJE: H.M.S. Beagle na blogu Ciekawe gry | Portal Games

  2. Marcin
    18 lipca 2017

    Ciekawa gra właśnie szukam jakiś fajnych gier planszowych dobrze że trafiłem na ten blog bo już nie mam w co grać ostatnio przechodziłem Pandemic Legacy polecam bardzo wciąga ta gra i jest mega rozbudowana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2 Maj 2014 by in Inne, Recenzje and tagged , , , , .
%d blogerów lubi to: