Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Spacer po Columbia City, czyli zagrałem w „Bioshock Infinite”

Jeśli jesteś fanem gry komputerowej Bioshock: Infinite, gdzie wcielasz się w rolę detektywa Bookera, który przeszukuje podniebne miasto-fortecę w poszukiwaniu zaginionej Elizabeth, ta gra jest stworzona dla Ciebie.
Jeśli jesteś fanem gier planszowych o kontrolowaniu obszarów, jednostek, ich upgrade’owaniu, walce, strategii i taktyce, również poczujesz się jak w domu.

Bioshock okładka

Pudełko z grą

Tym razem jednak musisz stanąć po drugiej stronie barykady, na czele jednej z dwóch frakcji: The Founders i Vox Populi (coś jak władza i opozycja), rywalizujących o wpływy i władzę w latającym mieście Columbii, uważając również na sprawiającego niemałe problemy Bookera Dewitta i innych wrogów.

Sama gra wydana została na wysokim poziomie, a bardzo ładne, barwne i klimatyczne grafiki pozwalają wczuć się w świat.

Rozgrywka

Rozgrywka

W grze występuje bardzo duża liczba plastikowych figurek, ładnie odlanych, bogatych w detale; spora liczba kart – również wysokiej jakości, sztywny, lakierowany papier; solidna nie za duża, ale wciąż czytelna plansza, 15 kości oraz mnóstwo znaczników.

Figurki

Figurki

Złego słowa nie można również powiedzieć o bardzo jasnej i czytelnej instrukcji z odpowiednią ilością przykładów. Jest to o tyle istotne, że na pierwszy rzut oka gra odstrasza liczbą elementów, sprawiając wrażenie bardzo rozbudowanej o skomplikowanej mechanice. W rzeczywistości zasady są stosunkowo proste, a gracze mogą się skupić na strategii, a nie pilnowaniu wyjątków w grze.

Instrukcja

Dla wygodnickich jest również videocast na stronie wydawcy, w którym szczerze uśmiechnięty pan tłumaczy grę krok po kroku (niestety trwa to ok. 30 min), co naprawdę w zupełności wystarczy do całkowitego zrozumienia mechaniki gry. Naprawdę! U nas po obejrzeniu videocasta nie zrodziły się żadne pytania czy niejasności, a do papierowej instrukcji zajrzeliśmy dosłownie dwa razy (bo nie chciało nam się filmiku przesuwać).

Jest jednak małe „ale”. Gra jest dla tych, co lubią trochę poczytać (oczywiście znajomość angielskiego niezbędna), wszak na kartach akcji opis efektów nie ogranicza się do krótkiego sformułowania w stylu: „+5 do walki”. Zwykle jest to pewien ciąg wydarzeń, zależności jakie mają miejsce, z którymi trzeba się zapoznać, ba, trzeba je biegle umieć zastosować, by gra miała prawdziwie taktyczny przebieg.
Oczywiście po kilku partiach jest dla nas jasne, która karta ma jakie właściwości, ale początek przygody z tą grą dla niektórych może stanowić pewne wyzwanie, przez co gracze początkujący, mimo sporej losowości (temat rozwinę parę paragrafów dalej) mają dużo mniejsze szanse z weteranami.

Leaders

Leaders

Ciekawe rozwiązanie zastosowano odnośnie liczby graczy. Z założenia gra umożliwia rozgrywkę dwuosobową. Jednakże po drobnych modyfikacjach (przewidzianych przez autora i instrukcję) otwiera się przed nami wariant 4 osobowy. Polega on na grze zespołowej po dwóch graczy po każdej ze stron. Każdy gracz posiada swoją odrębną talię akcji, swoje jednostki (różniące się odcieniem czerwieni/niebieskiego) itd., ale cel główny pozostaje niezmieniony, wygrywa tylko jedna frakcja czerwoni lub niebiescy.

Reference Sheet

Reference Sheet

A celem gry jest zdobycie 10 punktów zwycięstwa. Aby to osiągnąć, należy kontrolować terytoria na mapie (składające się z innej liczby obszarów, przez co każde warte inną liczbę punktów) oraz „claimować objectivy” (mechanizm podobny do tego w Twillight Imperium), które losowo, co turę w liczbie sztuk jeden, pojawiają się na stole.
Cele oczywiście są mocno zróżnicowane (zarówno poziomem trudności) jak i nagrodą w postaci punktów zwycięstwa) – czasem wystarczy pokonać w walce Bookera, czasem kontrolować jakiś obszar, a czasem zabić wrogiego leadera. Duży plus dla gry za takie zróżnicowanie, oraz redukcję powtarzalności, wszak nigdy nie wiadomo jak cele się ułożą i jak będzie wyglądała rozgrywka.
Inna sprawa, że punktowanie za zajęte terytoria wymusza walkę między graczami. Praktycznie nie da się zabunkrować i przeczekać, bo prędzej czy później gdzieś ten punkt, czy dwa trzeba będzie zdobyć.
Z góry trzeba się nastawić, że albo my zaatakujemy, albo sami zostaniemy zaatakowani. Miłośnicy rywalizacji i negatywnej interakcji będą usatysfakcjonowani.

VP

VP

Cała mechanika opiera się w dużej mierze na odpowiednim zarządzaniu kartami na ręce (5 co rundę) oraz rzutami kostkami.

Karty Akcji

Karty Akcji

Karty Akcji

Karty Akcji

Każda karta akcji (symbolizująca jedną z 6 różnych jednostek + karty dodatkowe) podzielona jest na 4 obszary.
Pierwsze trzy opisują wartości siły w walce, wpływu i produkowanego złota. Czwarty obszar zawiera akcje bardziej rozbudowaną (ze wspomnianym już wcześniej opisami), która dla niektórych kart może zostać zagrana zawsze, a dla niektórych dopiero po wykupieniu odpowiedniego upgrade’u.

Kości

Kości

Rozgrywka przebiega w rundach. W każdej z nich mają miejsce trzy fazy:
– World Event Phase
– Player Turns Phase
– Refresh Phase

World Event Phase – to faza, w której dociągamy z decku wydarzenie mające miejsce w świecie gry.
Pierwsza część dotyczy głosowania.

Karty wydarzeń (głosowania)

Karty wydarzeń (głosowania)

Karta opisuje wydarzenie, często dające przewagę jednemu z graczy np. The Foundations dostają 10 monet, a gracze wybierając w tajemnicy odpowiednie karty (patrząc wyłącznie na wartość wpływu) z 5 na ręce i starają się przebić przeciwnika. Dodatkowo na karcie są znaczniki +/- które determinują czy dany gracz głosuje na „tak”, czy na „nie”. Są również karty, w których gracze sami decydują czy chcą być za, czy przeciw danemu wydarzeniu.
Co więcej, pod koniec rzuca się białą kością k6 (o trochę innych wartościach, jest np. 0) a wynik rzutu dodaje do … gracza, który ma aktualnie mniej punktów zwycięstwa! (remis w punktach zwycięstwa likwiduje ten rzut).
Przyznam szczerze, że mnie ten mechanizm zszokował! Z jednej strony rozumiem, że w ten sposób gra chce pomóc słabszemu graczowi, by nie odstawał jeszcze bardziej, ale z drugiej strony, ja się wypstrykuję z 3 kart, by ktoś ot tak, rzucił sobie większy wynik na kostce. Może i to wszystko ma głębszy sens, ale mnie się bardzo nie podoba.
Druga część dotyczy wydarzeń związanych z Bookerem i Elizabeth, których mechanika w grze nie jest zbyt skomplikowana – głównie dotyczy tego, dokąd się przemieszczą oraz czy nasz dzielny detektyw nie wpadnie w szał bitewny, walcząc ze wszystkimi jednostkami na obszarze. Tutaj jednak pojawia się kolejny smaczek. W grze występują trzy warianty wydarzeń (Timeline) Elizabeth (do każdej rozgrywki losujemy jeden), które opisują zupełnie inne wydarzenia i sposób zachowania się tych dwóch postaci, a „odpalają” się, gdy na karcie Eventu pojawia się odpowiedni symbol. Bardzo fajne, niemniej jednak mam wrażenie, że efekty są dość niezbalansowane i potrafią sporo namieszać.

Elizabeth Timeline

Elizabeth Timeline

Player Turn Phase – faza, w której produkujemy zasoby (monety), znów wykładając (odrzucając) odpowiednie karty, tym razem jednak patrząc na wartość Silver Eagle (waluta w grze, czyli monety). Jak już się pewnie zorientowaliście, rundę zaczynamy z 5 kartami, a okazji do ich wyłożenia były już dwie – głosowanie i produkcja, zatem bardzo łatwo się wypstrykać z tychże, a przydadzą się jeszcze do walki.

Gdy posiadamy już odpowiednią ilość monet, możemy ruszyć na zakupy:
– jednostki – do wyboru: słabe Common, przeciętne Special lub silne (3 na frakcje) Leader
– budynki – Stronghold (dodaje kość do walki i to tutaj wracają jednostki po przegranej bitwie), Turret (dodaje kość do walki w tym i sąsiednich obszarach), Alarm (dodaje „1” do każdego wyniku każdej kości).

Silver Eagle - monety

Silver Eagle – monety

Po zakupach czeka nas ruch. Zawsze można poruszyć tylko 4 jednostki w grze, niezależnie od ich typu. Ruch odbywa się na sąsiedni obszar lub wzdłuż linii tzw. Sky-Line, dzięki której można od razu pokonać pół mapy, gdyby nie mały szkopuł. Za każde pole, na które docieramy, musimy rzucić trzema kośćmi i mieć nadzieję, że przynajmniej na jednej z nich pojawi się symbol „like”, czyli kciuka w górę. Gdy nie ma go na żadnej, musimy opłacić kartami sumę wyników na kościach lub odrzucić jednostkę. Jak widać wariant szybki, pozwala na sporą mobilność, ale dość ryzykowny.

Figurki

Figurki

No i walka.
Walka może być pomiędzy graczami, podczas pierwszego podboju obszaru z tzw. Territory Tokens lub z Bookerem. Mechanizm każdej jest identyczny, czyli podobnie jak dla innych akcji wykładamy karty(patrzymy na wartość Combat) oraz dobieramy tyle kostek, ile mamy jednostek i budynków na obszarze, gdzie kolor kostek (trzy kolory – biały z wartościami 0-4, niebieski 2-6, czerwone 3-8) zależnie od rodzaju jednostki/budynku. Kto ma więcej wygrywa, a przegrany musi zniszczyć swoją jedną jednostkę, a resztę przesunąć do najbliżej twierdzy (Stronghold). Jak widać kara za porażkę, nie jest zbyt dotkliwa więc będzie motywować graczy do częstych ataków, a na pewno wymusi mądre rozdysponowanie budynków, które dość mocno wspierają podczas bitwy. Tym niemniej pamiętajcie, że jakkolwiek byście nie planowali, nie knuli itd., zawsze się może okazać, że jeden feralny rzut zniweczy Wasze starania. Znam wielu ludzi, u których taki stopień losowości wykluczy tę grę, ale z drugiej strony w większości planszówek i bitewniaków o wyniku walki decyduję te kolorowe, turlające się maleństwa (z wyjątków przychodzi mi na myśl Civilization Sida Meiera od FFG, gdzie bitwę rozstrzyga mechanizm papier-kamień-nożyce)

Za to bardzo sensownym rozwiązaniem było wprowadzenie limitu jednostek które można poruszyć w danej turze. Mechanizm ten obecny jest w wielu strategicznych tytułach i zapobiega sytuacji kiedy ktoś jest dosłownie zalewany falą jednostek wroga. Ograniczenie do 4 jednostek sprawia, że należy dokonać mądrych wyborów, użyć wcześniej przemyślanych strategii, planować w przód kilka tur (taaa… a potem rzut kośćmi i …).

Refresh Phase – odrzucenie kart, dobranie do 5 na rękę oraz odsłonięcie nowego celu, czyli jak wszędzie.

Jednostki

Jednostki

Z początku nie wiem dlaczego, ale gra skojarzyła mi się z Twillight Imperium. Nie ze względu na klimat, a raczej na mechanikę zwycięstwa. Kontroluję pewien obszar – dostaję za to punkty. Widzę jakie są dostępne cele – staram się je osiągnąć, bo za każdy jest pewna liczba punktów itp. Buduję nowe jednostki – wysyłam na inny obszar, potem walka, dobieranie odpowiednich kości itd. Czym zatem jest Bioshock Infinite? Grą taktyczną, gdzie dobra znajomość kart akcji pomaga, gdzie walczy się o terytoria i cele, z dużą ilością kulania kostkami, które potrafią zburzyć cały misternie ułożony plan, z elementami wątku fabularnego – przygód Bookera i Elizabeth, które często potężnie zaburzają balans i mocno mieszają w sytuacji na stole (niestety nie mamy nad tym ani kontroli, ani żadnego wpływu, pokornie trzeba przyjąć ciosy). Grą bardzo ładnie wydaną, która nie jest specjalnie odkrywcza, nie wnosi za wiele nowego, potrafi sfrustrować, ale jest tytułem solidnym, dla fanów świata obowiązkowym, a i dla wielu graczy miłą rozrywką.

Bioshock na pewno nie pozwoli Wam poczuć się w jak w skórze Bookera i Elizabeth, bo tutaj stoicie po drugiej stronie muru i raczej będzie tworzyć i walczyć o świat, który w grze komputerowej eksplorujecie i niszczycie. Ale na pewno odnajdziecie znane Wam wcześniej lokalizacje, miejsca, jednostki no i przede wszystkim dwójkę bohaterów wraz z ich przygodami i niemałym wpływem na rzeczywistość. Grając w tę grę odnieśliśmy również wrażenie, że The Founders (niebiescy) mają jakby … łatwiej. Silniejsze karty akcji, wydarzenia też tak jakby bardziej biją w anarchistów, nawet wydarzenia z Timeline Elizabeth jakoś tak zawsze bardziej doskwierały czerwonym. Może to kwestia przypadku, a może sposobu gry Vox Populi. Tak czy inaczej sprawiają wrażenie zdecydowanie trudniejszej w prowadzeniu frakcji.

Setup

Setup

Gra na jakiś czas trafia na półkę. Nie dla tego, że to zły tytuł. Bynajmniej! Gra jest bardzo sympatyczna, ale trochę nie w stylu piszącego tę oto recenzję. Dlaczego? Nie, nie chodzi o losowość. Uwielbiam kostki, uwielbiam losowość, uwielbiam kiedy gra wprowadza dodatkową zmienną – przypadek, bo takie jest samo życie. Nie da się wszystkiego przewidzieć, prawda? Tyle, że tutaj jakoś tak mi to przeszkadza i pozostawia pewien niesmak (a może po prostu zestaw kości w tej grze tak mnie nienawidzi?). Dodatkowo moje ukochane gatunki to sci-fi i cyberpunk, a tej grze bliżej do steampunka. Jak najdzie mnie ochota na grę w stylu „territory control” to sięgnę po Eclipse czy wspomniane już wcześniej TI, Civilization, czy jedną z 3 najlepszych (opinia prywatna) gier w historii – Chaos in the Old World (tak wiem, też nie sci-fi, ale … cholera, to przecież Warhammer!), gdzie czeka mnie mniej wyjętych z kapelusza, acz bardzo bolesnych niespodzianek ze strony gry i zdecydowanie ciekawsza mechanika. Tym niemniej znam graczy którzy chętnie, nawet bardzo chętnie chwycą to pudło i wskoczą w wir bitwy o dominację. Wy także  problemu ze znalezieniem gracza (graczy) mieć nie powinniście.

Dziękujemy wydawnictwu Plaid Hat Games za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.

Tytuł: BioShock Infinite: The Siege of Columbia
Autor: Isaac Vega
Wydawca: Plaid Hat Games
Liczba graczy: 2 lub 4
Wiek graczy: 14+
Czas gry: 60-90 minut

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 13 lutego 2014 by in Recenzje and tagged , , .
%d blogerów lubi to: