Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Życiorys planszówkowicza – zagrałem w „CV”

okładka CVNa ostatnich targach SPIEL w Essen Granna pokazywała swoją grę „CV”, która zapoczątkowała nową serię wśród ich tytułów – expert. Mają to być prawdopodobnie gry dla graczy w odróżnieniu od gier familijnych i dla dzieci, z którymi do tej pory kojarzyło się to wydawnictwo. Jest to gra autorstwa Filipa Miłuńskiego, który ma w swoim dorobku już całkiem sporo wydanych tytułów, choć mało który zyskał sobie jakiś większy rozgłos. Wydaje się, że essenowa premiera miała zmienić i to. Świetnym pomysłem było dodawanie promocyjnych kart do każdej kopii gry kupowanej na targach, związanych stricte ze światkiem gier planszowych.promo CV„CV” to gra, w której motorem napędzającym rozgrywkę są kości, a karty zapewniają, byśmy mieli się nad czym zastanawiać, widząc, jak nam poszedł rzut. W grze tej, jak wskazuje sam tytuł, będziemy tworzyć pewien życiorys. Życiorys, który będzie powstawał na naszych oczach wraz z kolejnymi wydarzeniami z życia naszego hipotetycznego bohatera. Całkiem dobrze poradzono sobie z ideą upływu czasu, który modelowany jest przez różne talie kart, wchodzące do gry jedna po drugiej. Poszczególne karty mogą być związane z takimi kategoriami jak: wiedza, zdrowie, relacje, praca czy majątek. Dodatkowo każda talia skomponowana jest w taki sposób, by uwypuklić rzeczy charakterystyczne dla danego okresu w życiu człowieka – dzieciństwa, młodości, dojrzałości i starości. O ile dzieciństwo to dość krótki epizod, po którym zostają tylko wspomnienia, to młodość daje nam już sporo decyzji do podjęcia zwłaszcza w nauce i zdrowiu. W dojrzałości dominuje praca i relacje, a na starość wydajemy zaoszczędzone wcześniej pieniądze. Podoba mi się to założenie i można by życzyć sobie, aby wszystkim nam dane było doczekać tak modelowego życiorysu. Takie rozwiązanie stanowczo pasuje do tematyki „CV”.

torJak już wspomniałem całą grę napędzają kości – stylizowane kości, które generują swojego rodzaju walutę – symbole kategorii – potrzebną do zakupu kart. Jest to jakby los, który prowadzi nas przez życie, a my musimy go jak najlepiej wykorzystać. Na początku dostajemy po cztery kości, które w swojej kolejce możemy przerzucić dwa razy. Mamy na nich też dwie specjalne ikony:
– szczęście, które przy odpowiednim natężeniu (trzy uśmiechy) pozwala nam na zakup jednej dowolnej karty oraz
– pech, który po pierwsze blokuje nam kości do przerzucania, a po drugie przy trzech jego pojawieniach się, jesteśmy zmuszeni odrzucić jedną ze swoich kart.
Ciekawym elementem jest to, że z zakupionych kart tworzymy stosy odpowiednio dla każdej kategorii. Kupując kartę zdrowia, wiedzy lub relacji, umieszczamy dowolną kartę ze stosu na jego wierzchu, gdyż tylko w ten sposób staje się ona aktywna. Natomiast karty pracy i bogactwa muszą zawsze być kładzione na górę stosu. I znów wydaje się to być zgodne z tematem, gdyż na co dzień raczej nie korzystamy z całej wyuczonej wiedzy, a tylko z pewnego zakresu. Z kolei pracę zdobywamy systematycznie, rezygnując z poprzedniego zajęcia. Karty, które są aktywne, generują nam dodatkowe symbole poza tymi z kości, co z kolei ułatwia nam zdobywanie coraz to droższych i bardziej skomplikowanych kart z toru do kupienia. Gra kończy się, gdy w ostatniej talii zostanie mniej kart niż graczy. Ale jak wspomniał kiedyś jeden z moich współgraczy, bardziej klimatyczne, choć drastyczniejsze mogłoby być zakończenie za pomocą wyciągnięcia z talii starości np. karty „śmierć”.

Punktowanie zostało całkiem dobrze rozwiązane, bo nie ma tu najnudniejszego ze sposobów, czyli sumowania punkcików z wszystkich kart. Otrzymujmy natomiast punkty za liczbę kart w poszczególnym stosie: zdrowia, relacji i nauki – im ich więcej, tym więcej są warte: od 1 punktu za jedną, po 55 za 10 kart. Przez całą grę mamy też możliwość realizacji pewnych celów, zarówno jawnych dla wszystkich graczy, jak i tajnych dla każdego z osobna. Dodajemy jeszcze punkty za karty majątku i voilà – mamy zwycięzcę.

stosyMimo że jak wspomniałem powyżej, niektóre mechanizmy dobrze pasują do tematu, to jednak całość jest bardzo abstrakcyjnym pomysłem i raczej nie wczujemy się w proces starzenia czy rozwijania kariery zawodowej. Dodatkowo słowo „ekspert”, które znajduje się na pudełku, jest zastosowane znacznie na wyrost. Tak silne sformułowanie wprowadza w błąd i raczej rozczaruje tych, którzy oczekiwaliby ciężkiej gry wymagającej wytężonego myślenia.
Jednakże jest to doskonała gra rodzinna. Relatywnie proste zasady i garść kostek, w tym przypadku gwarantują dobrą zabawę. Każda nasza akcja może w żywotny sposób zmienić naszą dalszą rozgrywkę i daje poczucie podejmowania ważnych decyzji. Sama tematyka „CV” może przyciągnąć do gry niemal wszystkich, którym opowiemy nieco o tym tytule, zwłaszcza niedzielnych graczy, których odstraszać mogą bardziej zaawansowane pozycje. Losowość na kościach oraz bardzo duża różnorodność kart, a przy tym spora ich rotacja na torze, nie pozawalają realizować jakiejś konkretnej strategii, a raczej zmuszają do kupna tych kart, na które nas w tej chwili stać. Praktycznie nie opłaca się nie kupować dwóch, bo nieważne, jakie mają funkcje, to i tak spowodują spęcznienie naszego stosu, a rzadko się zdarza, że stać nas na więcej, co automatycznie ogranicza nasze możliwości wyboru. Grafiki pewnie nie każdemu przypadną do gustu, zwłaszcza że wydawnictwo Granna eksploatuje je już od jakiegoś czasu i mogą się opatrzyć niektórym graczom. Jednak w swoim założeniu mają być wesołe i w niezobowiązującym stylu i całkiem dobrze spełniają swoje zadanie – swoją barwnością przyciągają oko. Moim zdaniem „CV” idealnie nadaję się na grę rodzinną, w której znajdziemy odpowiedni stosunek zabawy, prostoty zasad, nieco wysiłku umysłowego i szczęścia.

kosciGry kościane próbują od jakiegoś czasu nadążać za trendami na rynku gier planszowych. „Dominion” z mechaniką deckbuilding święci triumfy? Proszę bardzo, jest „Quarriors!” Wszyscy wykorzystują worker placement? Jest „Alien Frontiers” czy „Troyes”. Mamy gier imprezowych na kopy? To znalazł się chociażby „King of Tokyo”. Gry cywilizacyjne są uwielbiane przez graczy? Znajdujemy „Roll Through the Ages”. Nie sposób nie wspomnieć również o ikonie nowoczesnych gier planszowych – „Osadnikach z Catanu”, którzy napędzani są właśnie kośćmi. Wydawałoby się na pozór, że tak prosty i losowy mechanizm nie ma szans na ostanie się wśród prawdziwych geeków, którzy na samą myśl o „Monopoly” – utożsamianym przez masy z całym naszym hobby – dostają skrętu kiszek. (Przecież wiadomo, że prawdziwa gra musi mieć kostki, żeby się móc ruszać w kółko po planszy!) Okazuje się jednak, że kości mogą być ciekawe i oferować coś więcej niż rozkład prawdopodobieństwa.

Dziękujemy wydawnictwu Granna za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Jacek „palladinus” SzmaniaJaco

Tytuł: CV
Autor: Filip Miłuński
Wydawnictwo: Granna
Liczba graczy: 2-4
Wiek graczy: 10+
Czas gry: 60 minut

karty pkty wypraska żetony

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 30 stycznia 2014 by in Recenzje and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: