Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „Firefly: The Game”

image O serialu „Firefly” słyszałem nieraz, głównie w kontekście faktu wstrzymania jego emisji oraz fali krytyki, jaka przetoczyła się wśród fanów. Nie widziałem jednak ani jednego odcinka i dopiero krótko przed rozgrywką wybadałem, o co tak naprawdę chodzi w fabule.

Dla tych, co nie znają serialu, opis w kilku słowach: jest to science fiction skrzyżowane z westernem. Nietypowe, prawda? Równie nietypowo wygląda to w samej grze, na której kartach przedmiotów obok nowoczesnego karabinu snajperskiego znaleźć można colta znanego z filmów o Dzikim Zachodzie, a do podróży bohaterowie używają najpierw futurystycznego łazika, by chwilę potem założyć kapelusze z szerokim rondem i przesiąść się na konie, że o dinozaurze nie wspomnę, ale ten temat pozwolę sobie pozostawić dla fanów serialu. Ostatecznie okazuje się jednak, że taki klimat znakomicie pasuje do gry planszowej.

image

Przede wszystkim należy od razu zdementować przypuszczenia (które zresztą sam miałem), że „Firefly: The Game” jest grą handlową. O wiele bardziej przypomina grę przygodową. Handel jest ważnym elementem gry, ale nie jest aż tak istotny, jak przykładowo w „Merchants of Venus”, jest raczej środkiem niż celem. Może to być zarówno zaletą, jak i wadą – zależnie od tego, czego oczekują gracze. Cel gry może się zmieniać między partiami – do gry dołączono zbiór kilku scenariuszy, z których gracze przed rozgrywką wybierają jeden. Gra niestety nie oferuje różnych dróg do zwycięstwa podobnie jak w przypadku „Kupców i Korsarzy”. Tutaj nie można wybrać czy chce się działać legalnie, czy też zostać kosmicznym piratem, ponieważ wszyscy po prostu wykonują misje zlecone im przez postacie znane z serialu. Jedyny wybór polega na tym, czy chcę więcej zarobić za cenę większego ryzyka (w tym otrzymanie statusu poszukiwanego przez siły Sojuszu), czy też spokojnie i bez stresu przewozić legalne towary i pasażerów. W pierwszej chwili poczułem mały zawód, gdyż spodziewałem się więcej, z drugiej strony – wspomniane misje, czyli główny mechanizm gry, są na tyle interesujące i zróżnicowane, że rozczarowanie bardzo szybko mi przeszło, gdy wciągnąłem się w podróżowanie między układami gwiezdnymi.

image

Grę wygrywa ten, kto pierwszy wykona wspólne zadanie. Oczywiście na początku rozgrywki nie ma sensu zastanawianie się, jak najszybciej wykonać główną misję. „Firefly: The Game” przypomina bowiem gry przygodowe, typu „od zera do bohatera”, trochę jak w „Horror w Arkham”. Każdy zaczyna z wybranym zgodnie z kolejnością graczy liderem oraz identycznym statkiem bez żadnych rozszerzeń, załogi, sprzętu i z pewną ilością gotówki. Następnie ustawia swój statek na dowolnym polu. Plansza przedstawia kilka układów gwiezdnych, w których znajduje się od dwóch do kilkunastu planet. Większość z nich to zwykłe planety, które posłużą jedynie do wykonywania misji. Kilka z nich jest jednak oznaczone wyraźną, stylizowaną nazwą, która oznacza, że można na niej albo wynająć załogę, kupić sprzęt, albo też spotkać się ze zleceniodawcą i podjąć wykonania misji.

image

W sporej części misji musimy zabrać na statek towar bądź pasażerów i zawieźć je na inną planetę, gdzie otrzymuje się wynagrodzenie za misję. Proste, prawda? To jednak są misje łatwiejsze, z niewielkim wynagrodzeniem. Bardziej dochodowe wymagają przewiezienia kontrabandy lub wykonania jakiejś nielegalnej akcji. I tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa, bo do tych ostatnich konieczne są dociągnięcie i realizacja kart złego zachowania czy też rozróby (ang. misbehave), które są swego rodzaju misją w misji i każą wykonać pewien test. Istnieją trzy rodzaje testów: walka, w której używamy broni, technologia oraz dyplomacja. Test polega na zsumowaniu wszystkich odpowiednich znaczników z karty załogi i sprzętu oraz z rzutu kostką. Wynik porównujemy z odpowiednią kartą wymuszającą test i odczytujemy wynik. Duży plus należy się autorom za karty rozróby, które dają możliwość wyboru między dwoma drogami realizacji. Mają one pewien sens fabularny – albo rozwiązujemy sprawę siłowo i walczymy, albo próbujemy się dogadać i używamy zdolności negocjacyjnych. Czasami karta wymaga użycia konkretnego sprzętu, na przykład zestawu hakerskiego lub fałszywego dowodu tożsamości.

image

By zrealizować misję, przeważnie należy zdać test na kilku kartach, a oblanie choćby jednego zatrzymuje całkowicie realizację karty misji. I tutaj pojawiają się „przeszkadzajki”, gdyż niepomyślna realizacja nielegalnej misji grozi otrzymaniem statusu poszukiwanego (ang. warrant). Na planszy poza statkami graczy porusza się także okręt Sojuszu, który po napotkaniu poszukiwanego gracza zabiera mu pewną ilość gotówki i konfiskuje kontrabandę. Drugim niezależnym pionem jest okręt rozbójników (ang. Reavers), który dla odmiany łupie wszystkich sprawiedliwie. W ten sposób dociera się do największego problemu z “Firefly: The Game”, mianowicie często niesprawiedliwej losowości. Podczas ruchu bowiem można się poruszać ostrożnie, po jednym polu, lub z użyciem paliwa, dzięki czemu przesunąć się można o więcej pól, ale należy pociągnąć karty nawigacji. Tutaj natomiast spora część kart mówi o tym, że nic się nie dzieje, ale część stawia przed graczami pewne wyzwania lub wręcz zatrzymuje okręt w miejscu. Dochodzi więc do sytuacji, że jeden z graczy przez kilka tur z rzędu nie napotyka żadnych przeszkód podczas poruszania się po planszy, natomiast inny ma problem z przemieszczeniem się o kilka pól lub traci cały towar, bo i takie coś może się zdarzyć. Nie mam nic przeciwko losowości w testach, bo można nią sterować w pewien sposób lub – w przypadku kart złego zachowania – wybrać mniej ryzykowną drogę czy wręcz ucieczkę z misji. Nie jest jednak dobrze, gdy gracz musi coś po prostu oddać i niewiele może z tym zrobić.

Wykonanie gry nie powala na kolana, ale też nie rozczarowuje. Plansza nieco może zbyt minimalistyczna w porównaniu do reszty komponentów, ale w zupełności wystarczająca. Na kartach znajdziemy grafiki z serialu i sporo zdobień, które sprawią, że dla wielu osób będą zapewne zbyt “przebajerzone”, ale nie można im zarzucić braku czytelności – wszystko to, co potrzebne, widać już pierwszym rzutem oka. Żetony i plansze graczy są grube i solidne. Powiedziałbym, że to solidny ameritrashowy standard.

Na osobną uwagę zasługują jednak pieniądze, które widać na jednym ze zdjęć. I nie tylko dlatego, że są wykonane z porządnego papieru. Są to autentycznie najładniejsze banknoty w grze planszowej, jakie do tej pory widziałem. I prawie jak w życiu – obcowanie z nimi to czysta przyjemność! 😉

image

Na planszy znajduje się spora miejsce na nowy sektor gwiezdny, a instrukcja wyraźnie podpowiada, że pojawią się nowe statki do wyboru, więc można się przygotować na rozszerzenia. Co jednak ciekawe, kompletnie nie czuć braku dodatków w grze, dzięki czemu można wnioskować, że nie będą to rozszerzenia nachalne, a raczej takie, które nawet będzie warto kupić, gdy podstawowa wersja się już opatrzy.

W “Firefly: The Game” nie ma właściwie nic oryginalnego. Nieprzypadkowo powyżej użyłem porównań do trzech gier. Wszystko to gdzieś już bowiem było – karty misji jak karty spotkań z “Horroru w Arkham”, karty rozszerzeń statku jak “Merchant of Venus”, misje i możliwość wybrania różnych dróg jak w “Kupcy i korsarze”. Pomimo nowych elementów wszystko, co dostajemy w pudełku z grą, jest bardzo poprawne i elegancko ze sobą działa. Ponadto dużym plusem gry jest jej szybkość – tury graczy mijają niezwykle szybko, także dlatego, że stosunkowo nieduży (ale obecny) poziom interakcji pozwala kolejnemu graczowi zacząć swoją turę, podczas gdy gracz poprzedni dopiero ją kończy (oficjalny czas gry jest wyjątkowo górną, a nie dolną granicą). Jest to naprawdę solidny tytuł ameritrashowy. Dla zwolenników tego typu gier nie jest to może pozycja obowiązkowa – warto najpierw zagrać u kogoś – ale fani “Firefly” na pewno odnajdą w nim klimat serialu.

Tytuł: Firefly: The Game
Autor: Aaron Dill, John Kovaleski, Shaun Sweigart
Wydawnictwo: Battlefront Miniatures Ltd.
Liczba graczy: 1-4
Wiek graczy: 13+
Czas gry: 240 minut

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 20 stycznia 2014 by in Recenzje and tagged , , , , , .
%d blogerów lubi to: