Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Spiel Essen 2013 – Zagrałem w „Lewis & Clark”

lewisRekomendacjaŚwietna kolorowa plansza, bardzo ładne grafiki na kartach, Indianie i skauci, canoe, konie i towary, a wreszcie wyścig wzdłuż rwącego potoku i skalistych terenów gdzieś pomiędzy Zatoką Meksykańską a Pacyfikiem w roku 1803. Jednym słowem Dziki Zachód. Wszystko to w jednym tytule wydanym przez wydawnictwo Ludonaute, czyli „Lewis & Clark”. Od dawna krążyło po sieci w wątkach związanych z grą wiele ilustracji, które z pewnością były powodem zainteresowania wielu graczy na całym świecie. I słusznie, bo jak się okazało to jeden z lepszych tytułów tegorocznych targów, trudny i wymagający, ale dający sporo możliwości taktycznych i co najważniejsze generujący sporo emocji podczas rozgrywki. Prawie wszystko już zdradziłem, ale mimo to zachęcam do doczytania do końca.

lewis 5

Pudełko jest całkiem zgrabne, zwłaszcza patrząc na zawartość, a jest tego naprawdę sporo. Gruba składana plansza główna, plansze graczy, talia prawie 90 kart, drewniane mepple, mnóstwo znaczników różnych dóbr i dodatkowe kafelki rozszerzające możliwości magazynowania skauta. Przy dwóch elementach chciałbym się zatrzymać. Pierwszy z nich to mepple w kształcie Indian – jeszcze nie widziałem takich elementów, wykonanych z bardzo dużą dokładnością, wszak każdy Indianin ma nawet wystające nad głowę piórko. Drugi element to karty – przy zakupie gry na targach, otrzymałem osobno drugą talię kart, ponieważ ta oryginalna w pudełku została wydrukowana na zbyt cienkim papierze. Faktycznie jest delikatna różnica w grubości, ale żeby te dodatkowe były znowu przesadnie grube, to napisać nie mogę. Oprócz talii do każdego egzemplarza dodawana była także kartka z nalepkami na znaczniki i choć nie są one niezbędne, tak oznakowane elementy wyglądają jeszcze lepiej. Tak czy owak, gra prezentuje się przepięknie, a w całej okazałości przypomina raczej lżejszy tytuł rodzinny niż cięższą grę, którą de facto otrzymujemy.

Jak pewnie zauważyliście wcześniej, śledząc nasze wpisy z serii „Zagrałem w …” dość pobieżnie przechodzimy przez część recenzji opisującej zasady gry. Nie inaczej będzie i tym razem, choć gra jest rozbudowana i zebranie opisu w kilku zdaniach będzie bardzo trudne. Jakkolwiek by jednak nie wyszło, bez przeczytania instrukcji i to szczegółowo obyć się Wam nie uda. Możecie sobie jednak darować przy pierwszym czytaniu ostatnich kilka stron, które zawierają opisy kart. Jest ich tak dużo, że lepiej na bieżąco tłumaczyć wychodzące karty niż próbować zapamiętać wszystkie ich możliwości. Plansza gry podzielona jest umownie na trzy główne części:
– rzekę wraz z przeprawą przez góry, po której to nasi skauci będą przemieszczać się na zachód, zakładając po drodze obozy,
– tor dostępnych kart wraz z graficznym opisem kosztu ich pozyskania,
– sporo miejsc, w których będziemy pozyskiwać niezbędne do podróży surowce i szukać sprzymierzeńców wśród Indian.
Wszystkie akcje, które będziemy wykonywać, mają nas przybliżać do miejsca zwanego Fort Clatsop, dającego zwycięstwo temu, który jako pierwszy zbuduje tam lub dalej obóz.

lewis 1

Głównym motorem mechaniki są karty, które posiadają dwie podstawowe cechy:
– siłę , określoną ilością sylwetek Indian na rewersie (od 1 do 3),
– dostępną akcję – którą możemy wykonać tyle razy ilu Indian wydamy z kart lub meppli (na awersie).
Zarządzanie akcjami i kosztami wymaga zbudowania talii, którą będziemy w trakcie gry nieustannie „mieszać” zdobywając surowce pozwalające nam pokonywać kolejne odcinki rzeki i górskie szlaki. Ciekawie rozwiązano również planszę graczy, na której przewozić będziemy Indian oraz surowce. Jednak nic za darmo, jeśli bowiem będziemy chcieli przewieźć zbyt dużo tych elementów, koszt budowy obozu spowoduje, że będziemy musieli cofnąć się o pola odpowiednio do czasu budowy obozu. Dlatego też niezwykle ważne jest rozbudowanie swojej małej floty, aby zminimalizować koszt przewozu ludzi i towarów. Same akcje wykonywać możemy nie tylko z kart, ale również na planszy głównej, wysyłając do pracy pozyskanych wcześniej Indian. A tych jest określona liczba, więc moment ich pozyskiwania jest bardzo ważny. Każda bowiem akcja, którą możemy wykonać przed budowaniem obozu, daje nam dłuższy odcinek trasy, którą pokonamy bez straty czasu na budowanie obozu. Naprawdę trudno jest się nie rozpisać nad zasadami, bowiem drobnych elementów, które są genialne i wymagają naprawdę sporo wysiłku umysłowego oraz planowania, jest bardzo dużo.

lewis 2

Przebicie się przez instrukcję ze zrozumieniem, trochę nam zajęło. I to nie dlatego, że jest napisana źle, ale dlatego, że gra mechanicznie zawiera silniczki, które choć znane nam wcześniej, tutaj zostały skomponowane w pewien unikalny system. Właśnie te drobne zależności oraz budowa sprawnej talii, która by nas rozpędzała stwarzało nam w początkowych rundach nie lada problem. Próba zarządzania akcjami z wyprzedzeniem jednej czy dwóch rund kończyła się paraliżem decyzyjnym u niektórych z nas. Ostatecznie jednak, mechanika mnie oczarowała. Jest bardzo elegancka, choć zawiła i wymaga kilku rund na jej poznanie. Oferuje szerokie spektrum możliwości, głównie w budowaniu talii, na której to oprzeć musimy swoją strategię. Inaczej zresztą niż w standardowych grach opartych na budowaniu talii, tutaj wszystkie karty mamy dostępne na początku każdego etapu, po którym zbudowaliśmy obóz. Nie ma więc mowy o losowości, a jedynie o planowaniu wykorzystania każdej z kart w najbardziej korzystny sposób. Dodatkowo, ze względu na zmienność trasy potrzebować będziemy różnych kart na różnych etapach wyścigu. W tym przypadku nie możemy mówić o schematycznym i jednakowym graniu z rundy na rundę. Zresztą trudno tutaj mówić o rundach, bowiem nie ma tu wspólnych etapów. Każdy z graczy będzie dysponował różną liczbą akcji i w różnym momencie będzie budował obóz. Ten element musimy również uwzględnić w naszej strategii, zwłaszcza gdy planujemy skorzystać z zajętych na planszy pól, gdy tylko któryś z graczy zabierze Indian do swojej ekipy i zwolni zablokowane akcje.

Dla tych, których jeszcze nie przekonałem choćby do spróbowania zagrania w „Lewis & Clark”, zachęci może ostatecznie wariant gry solo. Po dokonaniu specjalnej modyfikacji dostępnych pól na planszy, naszym celem będzie założenie obozu w Fort Clatsop, zanim dotrze tam skaut Mackenzie przesuwany po każdym naszym ruchu o jedno pole do przodu.

Za dodatkową rekomendację gry, świadczyć może fakt, że Ci, którzy z zakupem „Lewis & Clark” zwlekali zbyt długo, już w piątek, czyli w drugim dniu targów odchodzili od stoiska zawiedzeni z pustymi rękami. Od piątku, dostępne były wyłącznie egzemplarze zamówione w pre-orderach. Ja cieszę się z zakupu praktycznie w ostatniej chwili dostępności gry na targach. Na dzisiaj w polskich sklepach znaleźć możecie pojedyncze egzemplarze tytułu, do zakupu którego serdecznie zachęcam. W mojej opinii, to jak na razie jeden z czterech najciekawszych tytułów targów.

Tytuł: Lewis & Clark

Autor: Cedrick Chaboussit

Wydawca: Ludonaute

Liczba graczy: 1-5

Czas gry: 30 minut na gracza

Wiek graczy: 14+

cg-gra-zaawansowana

lewis 3lewis 4

Advertisements

5 comments on “Spiel Essen 2013 – Zagrałem w „Lewis & Clark”

  1. Berni
    5 listopada 2013

    No to gra chyba trafi do koszyka. Mam nadzieję, że termin 30 w sklepach jest realny na sprowadzenie egzemplarza 🙂 z ciekawości, jakie pozostałe 3 gry są wśród tych czterech godnych uwagi?

  2. woj_settlers
    5 listopada 2013

    Mały update: zagrałem wersję solo. Przegrałem o kilka ruchów i choć gra się przyjemnie, nie ma tych emocji i walki co z żywym graczem. Ale można w ten sposób poznać karty i wynikające z nich możliwości.
    Berni – pozostałe trzy gry to dla mnie: Coal Baron, Norhwest Pasage i Florenza Card Game. Ale z przywiezionych tytułów nie zagrałem jeszcze w Nauticus, Russian Railroads i Guild Stack więc może jeszcze jakiś tytuł wskoczyć na listę 🙂

  3. palladinus
    12 listopada 2013

    W końcu zagrałem w Lewisa i muszę przyznać, że bardzo ciekawe połączenie zarządzania kartami z worker placementem. Fajna jest ciągłość gry bez sztywnych tur, ale czym więcej kart na ręce, tym dłuższy proces decyzyjny. W końcówce gry nieznośny downtime, zwłaszcza w 4 osoby.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2 listopada 2013 by in Konwenty, Recenzje and tagged , , , , .
%d blogerów lubi to: