Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Zagrałem w „Wikingowie: Wojownicy Północy”

wik4

Zagranie w grę „Wikingowie: Wojownicy Północy” było jednym z moich głównych celów podczas odbywających się w Poznaniu Targów Hobby. Grę wydało właśnie Wydawnictwo Rebel, a jej autorami są Tomasz Kaznocha i Tomasz Kaźmierski. Za grafiki odpowiedzialnych jest dwóch grafików, a ponieważ wykonali kawał dobrej roboty pozwolę sobie wymienić ich nazwiska: Jarek Nocoń i Bartek Fedyczak. Dla tych Panów należą się brawa, bowiem oprawa graficzna planszy i kart jest fenomenalna. Rysunki przyciągają oko i choć przeważnie w trakcie grania nie zwracam na nie uwagi, tutaj z przyjemnością oglądałem wszystkie detale. Moje czujne oko wielokrotnie przyciągała jedna z córek thanów (o której myślę, zachowam w tajemnicy 😉 ).

Odnotowałem jednak dwie graficzne kwestie, które nie do końca są zrozumiałe. Po pierwsze symbole kierunków ruchu praktycznie przez całą grę zmuszają do ciągłego przypatrywania się w celu ich rozróżniania. Pewnie zaraz podniesie się raban: „jak to, przecież na całej planszy jeden symbol zawsze wskazuje ten sam kierunek, więc to proste”. Zgoda, ale nijak nie pomaga to planowaniu ruchów. Nie pomaga też wskazówka na karcie mapy, która dodatkowo zawiera graficzny symbol możliwych kierunków ruchu, co zresztą nie do końca ma sens, bo gracze siedząc dookoła planszy inaczej postrzegają swoje kierunki i dla przykładu „lewo” dla każdego gracza to inny kierunek. Druga kwestia to rozbudowane opisy na kartach akcji, które zdecydowanie mogłyby być przedstawione w postaci graficznej za pomocą bardzo czytelnych ikonek, co znacznie przyspieszyłoby grę. Ale powiedzmy, że się czepiam.

wik2

No to trochę o mechanice, choć jak zwykle krótko. W każdym z narożników planszy gracz ma swoją wioskę (w której porywane są córki thanów), port i siedzibę jarlów, na którą odkładać będzie przywiezione do portu córki pozostałych wodzów. Tura gracza podzielona jest na etapy: dobranie dwóch kart, zagranie towarzysza na swoją łódź, rozegranie dostępnych i możliwych akcji oraz wiosłowanie, które zawsze kończy turę gracza. Trudno powiedzieć czy sercem tury, ale z pewnością najważniejszą jej częścią, jest umiejętne korzystanie z dostępnych akcji, czyli: płynięcia, wydarzeń i akcji standardowych (porwanie córki thana inaczej plądrowanie, walka z wrogim dakkarem, walka z morską bestią, wyprawianie uczty i wreszcie wymiana kart). W trakcie tury innego gracza, pozostali gracze mają możliwość reagowania na wydarzenia, poprzez zagrywanie kart akcji modyfikujących standardowe zasady. Warto dodać, że jeśli ktoś po punkcie „walka” oczekuje wielkich epickich bitew, rozczaruje się z pewnością decydując o wyniku starcia zwykłą kością K6 przy sukcesie 4+. Powyższym zestawem akcji kręcimy się wokół stołu, aż któremuś z graczy uda się dowieźć do swojej wioski córki pozostałych trzech thanów, tym samym zwyciężając.

wik1

Nie miałem co do gry jakiś specjalnych oczekiwań. Niespecjalnie przyciągał mnie temat, choć wychwalane już grafiki działały na wyobraźnie. Można powiedzieć, że zagrać chciałem z czystej ciekawości. O ile jednak sama ciekawość zaspokojona została, o tyle wrażenia z rozgrywki są niestety bardzo słabe. Gra w składzie czteroosobowym zajęła nam ponad półtorej godziny i jest to wynik dalece odległy od okładkowych 60 minut, czy idąc za wpisem z BGG 45 minut. Już po kilku rundach było wiadomo, że możliwy poziom interakcji negatywnej doprowadzi nas do niekończącej się opowieści. Cel numer 1 – bij tego, który ma najbliżej do zwycięstwa i wykorzystuj do tego wszystkie możliwości, jakie oferuje talia. Potrafię wyobrazić sobie partie trwające mniej niż godzina, ale wtedy będzie to raczej wyścig łodzi, a nie walka wikingów o zwycięstwo. W naszym przypadku partia ciągnęła się w stronę nudy, choć sam przebieg gry jest raczej dynamiczny. Są akcje i reakcje, są napaści na łodzie, walka z morską bestią i wreszcie porywanie córek thanów. Co z tego jednak, skoro to wszystko jest do bólu powtarzalne, a pływanie pomiędzy fiordami to raczej wybór wynikający z posiadanych kart na ręce niż szukanie przygód. A emocje? W naszej partii ich zabrakło, coś, czego było w zamian dużo nazwałbym frustracją.

wik

Trudno mi wskazać grupę docelową dla tej gry. Z pewnością nie jest to gra rodzinna, bo jest w niej zbyt dużo negatywnej interakcji. Jednocześnie zasady są na tyle proste, że trudno nimi zaciekawić wytrawnych graczy, którzy zresztą szukając głębszej rozgrywki będą wykorzystywać ową interakcję do tego stopnia, że czas gry wydłuża się w nieskończoność. Mam takie wrażenie, że nie wykorzystano potencjału pomysłu lub też dobry pierwotnie pomysł skierowano na złe tory, co zresztą miało już miejsce wcześniej w przypadku gier tego wydawnictwa.

No cóż – ja mam już Wojowników Północy za sobą, a Wam radzę najpierw spróbować, bo w końcu w grach chodzi o to, żeby trafiały na stół po zakupie częściej niż tylko raz.

Tytuł: Wikingowie: Wojownicy Północy

Autor: Tomasz Kaznocha i Tomasz Kaźmierski

Wydawca: Rebel.pl

Liczba graczy: 3-4

Czas gry: 60 min.

Wiek graczy: 12+

Reklamy

5 comments on “Zagrałem w „Wikingowie: Wojownicy Północy”

  1. Ehh
    19 października 2013

    Strasznie sucho to brzmi z tym turlaniem. Myślałem, że będzie to coś ciekawszego, zwłaszcza, że lubię tematykę wikingów/mitlogii nordyckiej, no nic, trudno…

  2. woj_settlers
    19 października 2013

    No niestety takie jest. Jesteś na tym samym polu co przeciwnik, atakujesz, ewentualnie rozpatrujesz wydarzenie, rzucasz kostką K6, +/- modyfikatory, na 4+ wygrywasz. Odpychasz przeciwnika na inne pole i zdobywasz karty. Jakby nie patrzeć żadnych Wojowników Północy tam nie uraczysz poza grafikami.

  3. Rafał Kociniewski
    20 października 2013

    Podobne wrażenia miałem po pierwszej rozgrywce. Ograbiają kart już ograbionego, przez co on ma jeszcze mniej ruchów, jak dwóch się bije między sobą, to trzeci korzysta zacnie z tego, no i jeszcze szczęście w wiatrach…

  4. Karol
    21 października 2013

    A mnie się gra podoba miałem okazję grać na Fantasy Expo. Fajna rozgrywka, zasady nie są trudne, fakt walka jest bardzo prosta (ale czy to minus?) dla mnie nie, bo rozgrywkę urozmaicają karty akcji. Nie raz się zdarzyło, że ktoś miał 6 na kości a tu mu inny gracz każe przerzucić zagrywając kartę.
    Nie spodziewałem się po tym tytule ciężkości ani wielkich mechanik tylko właśnie prostej mechaniki i fajnej rozgrywki. A co do 2 się bije 3 korzysta to większość gier przygodowych tak ma, niestety tak już jest. Jak dla mnie warto za 100 zł kupić ten tytuł (ja swój już mam) i to fajna odskocznia od Talismana czy Runbounda.

    • Dekop
      21 października 2013

      „fakt walka jest bardzo prosta (ale czy to minus?)” Dla mnie tak. Gdyby to była jakaś ogromna strategia, to zrozumiałbym uproszczenie walki, żeby nie zasnąć czekając na swój ruch, albo zanim gracze rozstrzygną bitwę… a to mi nie wygląda na ogromną strategię i walka mogłaby być ciut ciekawsza. Po za tym niektórzy piszą, że rozgrywka może trwać 2h. Co dla mnie przy takiej grze już ją deklasuje. Kupić od razu nie kupię, chyba, że granie u kogoś mnie przekona… skreślać od razu jej nie skreślam, ale jakiegoś uczucia aby ją kupić już od razu, we mnie nie wywołuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 19 października 2013 by in Konwenty, Recenzje and tagged , , .
%d blogerów lubi to: