Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

Wywiad z Markiem „edrache” Rutkowskim

Specjalnie dla blogu Ciekawe gry, udało nam się przeprowadzić wywiad z bardzo zapracowanym planszówkowiczem. Oto co nam odpowiedział na kilka pytań związanych z planszówkami i nie tylko.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z planszówkami?

– Pierwsze planszówki, w które zacząłem grać to była cała seria Magicznego Miecza (podróbka Magii i Miecza, o której w tamtych czasach nie słyszałem). W jednym ze sklepów z zabawkami w moim rodzinnym mieście znalazłem z kolegami grę, któraróżniła się od innych znanych gier planszowych. Było tam mnóstwo postaci, potwory i oczywiście przygoda. Kupiliśmy chyba od razu grę podstawową i jeden z dodatków, potem kolejne. Doszło do tego, że przychodziliśmy do sklepu co tydzień pytać, czy są nowe tytuły z serii. Kupiłem też wtedy “W imieniu Ziemi”, ale nigdy nie zrozumiałem zasad, a potem pogubiłem elementy. Pamiętam też ostatnią partię w Magiczny Miecz. Graliśmy we wszystkie dodatki, chyba w osiem osób. Wydaje mi się, że nie skończyliśmy, ponieważ czekanie na swoją turę skutecznie psuło klimat.

Następnym krokiem była długoletnia fascynacja grami fabularnymi. Długi czas później w moje ręce trafił Drakon wydany przez Galaktę. Właśnie Drakon był rozpoczęciem mojej przygody z nowoczesnymi planszówkami i początkiem nowego, lepszego życia 😉

Jak trafiłeś do poznańskiej Gramajdy?

– Kiedy już miałem Drakona i wymęczyłem nim swoją dziewczynę (aktualnie żonę :)) i wszystkich znajomych, potrzebowałem więcej i więcej. W internecie trafłem na forum gry-planszowe.pl, gdzie dowiedziałem się o nowo otwartym klubie gier CUBE. Klub organizował nocne spotkania z planszówkami, na których poznałem pierwszych fanów planszówek. Potem poszło z górki – Bartek “Prezes” założył na forum g-p wątek o tym, że chciałby spotykać się w pubie pograć w planszówki i na pierwszym zorganizowanym spotkaniu pojawiło się dużo, zbyt dużo (jak na wielkość pubu) ludzi, którzy byli pierwszymi Gramajdowiczami (chociaż jeszcze nikt z nas o tym nie wiedział).

Na spotkaniach pojawiało się coraz więcej osób, zmienialiśmy lokale i tak trafiliśmy do Alibi Klub, a niedługo po tym, dzięki Kasi “Squirrel”, powstało Stowarzyszenie Gramajda, którego niesamowicie oryginalną poznańską nazwę zawdzięczamy Pawłowi “malumanowi”.

Czy działasz aktywnie na polu szerzenia kultury grania?

– Z przykrością muszę powiedzieć, ale od dłuższego czasu usunąłem się na bok, a głoszenie nowej nowiny planszowej zastąpiła rodzina i praca. Cały czas jednak staram się zarażać bliskie mi osoby i mam nawet jeden spektakularny sukces. Od jakiegoś czasu pożyczałem siostrze imprezowe planszówki, które zaczęły królować na jej spotkaniach z koleżankami i co ciekawe, ostatnio siostra nawet zapytała mnie, czy grałem w pewną bardzo fajną grę, w którą, jak się okazało, nie grałem. Tą grą jest Hanabi i obiecuję, że zagram!

Jakie gry najbardziej lubisz? Od których stronisz?

– Ciekawe jest to, jak bardzo zmieniały się moje preferencje przez cały okres grania w nowoczesne planszówki. Na początku musiałem zagrać w każdą nową grę przyniesioną na spotkanie, uwielbiałem  eurotytuły i “móżdżenie” przy planszy. Teraz, kiedy mam mniej czasu na granie, cięższe pozycje omijam szerokim łukiem i szukam gier z najlepszym klimatem, czyli jak najlepsze ameritrasze (ostatnio – Descent 2 edycja) oraz gry imprezowe (wszystkie!), które z definicji wzbudzają emocje.

Lubisz czytać instrukcje do gier i poznawać nowe gry?

– Kiedyś uwielbiałem, teraz wolę, jeśli ktoś mi wytłumaczy grę przed rozgrywką. Kiedy gra mi się spodoba,  na pewno przeczytam jej instrukcję po rozgrywce. Może spowodowane jest to wiekiem, wzrok nie ten czy coś w tym stylu 😉

Czy masz ulubiony kolor pionka, którym zazwyczaj grywasz?

– O dziwo nigdy nie lubiłem koloru żółtego (i różowego), ale od kilku lat stał się moim ulubionym kolorem (różowego nadal nie lubię) i właśne nim staram się grać.

Zajmujesz się grafiką, czy możesz opisać dokładnie na czym to polega? Jest to pasja, wykształcenie czy praca?

– Nie jest to wykształcenie (jestem fizykiem ze specjalizacją biofizyka). Moją pasją jest tworzenie, a grafika przyszła mi najłatwiej, ponieważ od zawsze rysowałem i używałem Photoshopa (trochę krócej niż od zawsze). W ten sposób zacząłem wykorzystywać pasję do tworzenia, żeby zarabiać na życie. Na początku była to praca w agencji reklamowej, gdzie moim obowiązkiem było wykonywanie, w większości nużących i ograniczających wyobraźnię, zleceń. Na szczęście w domu mogłem sobie pozwolić na prywatne projekty, które przekształciły się w coś jeszcze lepszego. Dzisiaj prowadzę własną działalność i mogę robić tylko fajne projekty 🙂

Kiedy postanowiłeś połączyć (wybierz odpowiednio: pasję, wykształcenie, pracę) z planszówkami? Od czego się zaczęło?

– Ogólnie gry (planszowe, komputerowe, fabularne) były  od zawsze czymś, czym chciałem się zajmować i  chyba podświadomie od początku wiedziałem, że kiedyś będę pracował z grami. Powoli, krok po kroku przesuwałem się do tej granicy, za którą nie ma już odwrotu: miałem kilka projektów własnych planszówek, zrobiłem kilka grafik na któryś z pierwszych konwentów Pyrkon. Przełomem było założenie bloga Komiksowe Bordy, gdzie starałem się komentować życie fanów planszówek z forum g-p. Niestety wypaliłem się w pewnym momencie. Chciałem wrzucać kolejne paski komiksowe jak najczęściej, myślałem o nich przez cały dzień i  doszło do takiej sytuacji, że zapał opadł. Potem założyłem bloga edrache.pl, gdzie postanowiłem wrzucać jeden projekt dziennie (“1 per day”) i nie byłem ograniczony do komiksów ani oczywiście do planszówek.

Czy masz swojego ulubionego grafika gier planszowych?

– Kiedyś byłem wielkim fanem Mike’a Doyle’a. Zacząłem śledzić jego projekty po znakomitej przeróbce Tygrysa i Eufratu http://mdoyle2.blogspot.com/2006/07/euphrat-tigris.html

Dzisiaj podziwiam twórczość polskich autorów grafik: Macieja Szymanowicza, który projektuje charakterystyczne grafiki dla gier Egmontu oraz Piotra Słabego (pomysł na Mare Balticum – WOW, po prostu WOW!)

Niejednokrotnie mieliśmy okazje grać wspólnie w gry, i często słyszałem z Twoich ust negatywny komentarz o jakości grafik. Wskazywałeś błędy, których laik nie zauważy, które laikowi nie przeszkadzają. Czy słabe grafiki mają wpływ na Twoją ogólną ocenę gry?

– Zdecydowanie tak. Nie mogę podczas rozgrywki przestać myśleć o brzydkiej, a może powinienem powiedzieć – nieprofesjonalnej oprawie graficznej gry. Spójność wszystkich grafik jest najważniejsza i jeśli jej nie ma, to raczej na pewno gry nie kupię (zostawiam sobie otwartą furtkę dla jakiejś genialnej mechaniki).

Z drugiej strony, czy kupiłbym grę tylko dla grafiki? Niekoniecznie, ale zdarzało mi się, że wygląd miał bardzo duże znaczenie przy podjęciu decyzji o zakupie. Na przykład na targach w Essen kupiłem gry: Columba (która zresztą jest świetną grą) i Arriala – bardzo unikalne wizualnie. Nie mogłem też odpuścić polskiej wersji Glory to Rome, którą kupiłem tylko i wyłącznie dla nowych grafik, ponieważ przy pierwszej rozgrywce w starszą wersję zdeklarowałem się, że jak tylko ta brzydka gra dostanie lepszą szatę graficzną, to ją kupuję. Dostała nie tylko lepszą, ale i bardzo dobrą.

Chciałbym jeszcze wyrazić publiczne ubolewanie z powodu zmiany przez Galaktę grafiki na pudełku Chaosu w Starym Świecie. Wersja amerykańska ma, wg mojej opinii, najlepszą okładkę w historii gier planszowych (cała reszta też jest bardzo przyjemna), natomiast polska okładka jest tylko bardzo fajna.

Pamiętam plakaty Twojego autorstwa, które nawiązywały, na zasadach skojarzeń, do różnych gier planszowych. To był chyba projekt na zlecenie jednego z wydawnictw niemieckich – na czym to polegało?

– Wyglądało to trochę inaczej. Kiedy rozpocząłem na blogu edrache.pl projekt “1 per day”, bardzo popularne było na świecie tworzenie minimalistycznych plakatów do filmów fabularnych. Postanowiłem zrobić to samo, ale dla planszówek. Nie podawałem ich tytułów, więc ogladający mieli dodatkowo zabawę w zgadywanie. Kiedy już miałem kilka projektów, dodałem je do gier na boardgamegeek.com i utworzyłem GeekListę “Minimalistic posters”. To był niesamowity sukces.Bardzo długo wspomniana lista oraz plakaty pojawiały się na głównej stronie serwisu. Zgarnąłem wtedy kosmiczną kwotę GeekGoldów i w pewnym momencie odezwało się do mnie wydawnictwo Hans im Glück, które zaproponowało mi przygotowanie kalendarza z moimi plakatami. Ta propozycja bardzo mnie zaskoczyła, ale oczywiście się na nią zgodziłem. Kilka plakatów do ich gier miałem już gotowych, kilka musiałem zaprojektować, a gry, w które nie grałem, zostały mi przesłane. Kalendarz trafił tylko do kontrahentów wydawnictwa, więc chyba jest całkiem trudny do zdobycia 🙂

To było jednorazowe zlecenie, czy może powtarzalny projekt?

– Potem jeszcze zaproponowano mi przygotowanie projektu plakatu na urodziny prezesa wydawnictwa, ale okazało się, że zostało na to bardzo mało czasu i nie zdążymy wszystkiego przygotować i wydrukować. Tak skończyła się moja współpraca z HiG, ale bardzo miło wspominam tę “przygodę” z jednym z najważniejszych wydawnictw w branży.

A jak wygląda sprzedaż plakatów poprzez Twoja stronę www.mronthewall.com? Możesz przybliżyć jak to działa?

– Sklep otworzyłem, ponieważ wiele osób chciało kupić plakaty pokazane na bgg. Założyłem więc działalność, otworzyłem sklep internetowy i zacząłem sprzedawać. Głównym rynkiem zbytu są w tej chwili Stany Zjednoczone. Moje plakaty wiszą na przykład w jednum z kanadyjskich kafejek planszówkowych (facebook.com/snakesandlattes). Na stronie http://www.mysoti.com/designer/edrache można też kupić koszulki z kilkoma plakatowymi wzorami.

Czy pomogło to Tobie w kolejnych kontraktach? Jakie projekty jeszcze zrealizowałeś?

– Oprócz współpracy z Hans im Glück i Asylum Games, o której opowiem więcej później, zaproponowano mi cykliczne przygotowywanie komiksu do Świata Gier Planszowych i tam, w każdym numerze można obejrzeć “Życie i twórczość projektanta gier planszowych”. Ostatnio też pomogłem Wojtkowi “wc” przy jego konkursie planszówkowym na łamach w/w pisma.

Jak zaczęła się współpraca z wydawnictwem Asylum Games, wydawcą gry Polis: Fight for the Hegemony?

– Współpraca z Asylum Games jest idealnym przykładem, że czasem warto wykonać coś za darmo. Kiedy na bgg minimalistyczne plakaty przeżywały swój złoty okres, skontaktował się ze mną Fran Diaz, który brał udział w konkursie na projekt gry planszowej. Miał gotową grę, ale chciał zaskoczyć jury okładką i zapytał, czy nie chciałbym mu pomóc. Działo się to dawno temu, kiedy nie narzekałem na brak czasu oraz szukałem pomysłów do projektu “1 per day”. Zgodziłem się bez wahania. Już nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć, czy gra  wygrała, czy nie. Kilka miesięcy później ponownie odezwał się do mnie Fran z informacją, że jego gra zostanie wydana przez nowe wydawnictwo Asylum Games. Zaproponował współpracę przy przygotowaniu całej oprawy graficznej, tym razem już odpłatnie.

Jak dużą samodzielność dostałeś w tworzeniu grafik? Jak wyglądało uzgadnianie kolejnych elementów graficznych gry z pozostałymi 3 grafikami?

– Polis było pierwszą grą nowego wydawnictwa i tak naprawdę wszyscy się uczyliśmy. Dla mnie była to idealna sytuacja, ponieważ praktycznie każdy przesłany projekt był akceptowany. Oczywiście gra była już wcześniej zaprojektowana, miała wersję darmową Print&Play przygotowaną przez autora Frana Diaza i Ivana Escudera, więc musiałem “tylko” poprawić istniejące grafiki. Kontakt miałem wyłącznie z jednym “grafikiem”, którym jest sam autor gry. Ivan zaprojektował pierwszą wersję mapy, a trzeci grafik – Walter Velez jest autorem fonta z grafikami hoplitów i trirem. Moim zadaniem było tak jakby zrobienie nowej “skórki” do gry, która byłaby spójna z okładką, zaprojektowaną na samym początku do wersji Print&Play.

Hiszpanie zaprosili Ciebie na targi Essen 2012 i wspólne promowanie gry. Powiedz na czym to polegało?

– To była moja pierwsza wizyta na targach w Essen a moim zadaniem na stoisku wydawnictwa było podpisywanie pudełek z grą. Ponieważ zajmowałem się projektem graficznym, nie mógł to być zwykły podpis. Pamiętam, jak kiedyś będąc na spotkaniu z Grzegorzem Rosińskim, rysownikiem Thorgala, widziałem jak przy podpisywaniu autor komiksów rysował też jedną z dwóch postaci a właściciel tytułu mógł sobie ją wybrać. Oznaczało to, że wcześniej przygotowywał się tylko z tych dwóch rysunków. Skoro Rosiński tak robi, to czemu nie ja? Wieczorem przed pierwszym dniem targów leżałem w hotelowym łóżku i rysowałem cały czas hełm hoplity w różnych rozmiarach, aż skończyło się miejsce na kartce. Byłem gotowy 🙂 Podpisywanie (a może podrysowanie) kolejnych pudełek odbywało się już automatyczne, nawet nie musiałem być specjalnie skupiony. Fajne doświadczenie, polecam każdemu.

To była Twoja pierwsza wizyta w Essen, jak Ci się podobało?

– Bardzo mi sie podobało. Nie bez powodu targi Spiel nazywa się mekką planszomaniaków. Najbardziej na targach spodobały mi się gry małych wydawnictw, zwyczajne, proste gierki, z oryginalnymi pomysłami czy nawet samymi grafikami i co najlepsze – z wolnymi stołami! Bardzo fajne było też to, że mogłem spotkać znajomych z Warszawy (tak, musiałem jechać do Essen, żeby się spotkać:))

Nie podobało mi się natomiast to, że nie zdążyłem kupić ani Pick-a-dog, ani Pick-a-pig. Najzabawniejsza gra, jaką widziałem, jeśli chodzi o grafiki!

Udzielasz się również na polu grafiki komputerowej w implementowaniu gier planszowych na system iOS czy Android? Na czym to polega?

– Aktualnie grafika do gier komputerowych jest moim głównym zajęciem. Pracowałem w Big Daddy’s Creations między innymi nad przeniesieniem na urządzenia mobilne takich planszówek jak Army of Frogs oraz Eclipse. Implementacja gier planszowych przez BDC różni się od standardowych działań tego typu. Nie staramy się przenosić gier 1:1, żeby na ekranie wyglądały dokładnie tak, jak na stole, ale chcemy, żeby użytkownik takiej gry czuł, że gra w grę video. To jest najbardziej fascynujące w tej pracy – tworzenie czegoś nowego z czegoś, co już zostało stworzone, w taki sposób, żeby nie stracić magii dodanej przez pierwotnego projektanta. Czasami jest to trudne, ale niesamowicie satysfakcjonujące, kiedy otrzymany efekt jest zgodny z naszymi wyobrażeniami, a niekiedy nawet lepszy!

W tej chwili akurat projektuję grafiki (mam też pewien wkład w tworzenie mechaniki gry, czyli samej kwintesencji game developingu) do całkiem nowej gry komputerowej. Czego można chcieć więcej? Tworzenia gry z elementami inspirowanymi mitologią Cthulhu, bo ta taka właśnie będzie 🙂

Dziękuję za wywiad.

– Również bardzo dziękuję

 A poniżej kilka prac Marka.

twilightStruggle rozjasniacz rftg polis-photo by Cristian Cano okladki-jakiej-polis-nie-mialo podobny-plakat-wisi-w-pokoju-mojego-syna polis01 polis02 hans-im-gluck-okladka-kalendarza el-grande eclipse02 eclipse01 army-of-frogs dune-nie-wrzucany-nabgg vicious-fishes

Reklamy

One comment on “Wywiad z Markiem „edrache” Rutkowskim

  1. stalowy kaczor
    28 lipca 2013

    Też lubię jak gra fajnie wygląda, ostatnio urzekła mnie gra „Felinia”, tak świetnie wyglądała na obrazkach (elementy, stateczki, znaczniki, pudełko), że nawet nie znając zasad i mechaniki musiałem ją kupić 😀 Ale gra mechanicznie też mi podeszła. 😛 Popieram zdanie odnośnie okładki Chaosu w Starym Świecie i jak czytam na forach to nie tylko pan Marek i ja twierdzą, że wersja amerykańska jest jedną z lepszych okładek planszówek. Niestety nie mogę powiedzieć, że polska okładka jest nawet dobra. Dla mnie jest zlewająca się i nijaka. Nawet się nie wyróżnia na półce. W sklepie nawet nie rzuciła mi się w oczy dopiero sprzedawca mi powiedział, że jest na półce… Kompletnie nie rozumiem zmiany. A wywiad super, czekam na następne. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 28 lipca 2013 by in Wywiady and tagged , , .
%d blogerów lubi to: