Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

I Działcon 2013 za nami! Śmiałkowie zwyciężyli!

dzialcon

Ta przygoda przydarzyła się trzem niczego niepodejrzewającym miłośnikom nowoczesnych gier planszowych z Poznania. Właściwie tylko jeden z nich był z Poznania, ale historia nie zapamięta takich szczegółów.


Wybrali się do posiadanego przez jednego spośród nich rekreacyjnego ogródka działkowego, zwanego działką (tak tak Działcon, to nie przypadkowa nazwa!), by zwyczajnie oddać się swojemu hobby, grając 13 godzin bez przerwy w gry, których pudełka, opatrzone nieznanymi im dotąd tytułami, niecierpliwie wyglądały z różnego rodzaju toreb i plecaków na swoją kolej (właściwie tytuły te były nieznane tylko jednemu z nich, ale historia… Wiadomo).

Zastali tam iście ascetyczne warunki, które zazwyczaj występują w takich miejscach po kilkumiesięcznych opadach śniegu i jeszcze dłuższym okresie zimowej zawieruchy. Dodać tylko, że altanka w żaden sposób nie mogła być przygotowana na to, do czego zamierzali wykorzystać ją ci gracze, bo właśnie tak, bez żadnych ogródek (aczkolwiek w ogródku) należy nazwać tych ludzi. Ale jak mów starożytne motto owych graczy: ni śnieg, ni deszcz, ni brak wychodka nie powstrzyma ich przed graniem! I tak też się stało.

Następne wydarzenia potoczyły się błyskawicznie (jak na trzynastogodzinną sesję gier planszowych przystało) przerywane jedynie tajemniczymi rozmowami telefonicznymi, które, jak zaklęcia ze stron najczarniejszych lovecraftowskich grymuarów, zaczynał się od, odbierających im pomału zmysły, słów: „Kiedy będziesz…?” Słowa te wdzierały się do ich podświadomości i oplatały myśli swoimi mackami jak wygłodniały kraken napotkane bezbronne statki handlowe na otwartym oceanie. Każdy miłośnik gier planszowych pokroju tych graczy może się z łatwością się domyślić, od kogo one były…

  Tytuł: La strada 

Autor: Martin Wallace

Liczba graczy: 2-4

Czas gry: 30 minut

Pierwsza, rozegrana na rozgrzewkę, była dość stara gra Martina Wallace’a „La Strada”. Polegała na budowaniu połączeń drogowych między różnej wielkości, a co za tym idzie wartości punktowej na koniec gry, skupiskami zabudowań. Wykładało się płytki, płacąc za nie punktami akcji, w zależności od zajmowanego przez nie terenu (równiny, lasy, wzgórza). I to w zasadzie tyle – zdecydowało początkowe ustawienie. Gra bardzo prosta, z kategorii rodzinnych. Jak dla mnie za prosta. (2/5 – p)

Już dawno chciałem w to zagrać. Oczekiwałem trochę bardziej wymagającego tytułu, a otrzymałem rodzinną popierdułkę. Ciekawy jestem wersji na 4 osoby, bo już w trzy było ciasno. Dużą rolę odgrywa początkowe ustawienie posiadłości startowej i unikanie zablokowania. Z resztą mechanizm blokowania przypomina mi Blokusa albo Calisto, ale zdecydowanie wybrałbym zabawę właśnie w te dwa tytuły niż w La Stradę. Z ciekawostek, jest to jedna z gier, które wymieniłem przy użyciu Trade’a z BGG z graczem z Niemiec. (2/5 – w_s)

  Tytuł: Saga 

Autor: Wolfgang Kramer, Horst-Reiner Roesner

Liczba graczy: 2-4

Czas gry: 30 minut

Kolejny tytuł to „Saga” Wolfganga Kamera i Horst-Rainera Rösnera. Wyglądająca na szybką, ale w rzeczywistości niebędąca taką, karcianka, w której okazało się, że kluczowe jest zarządzanie „ręką”. Zagrywało się swoje karty na tworzone przez siebie stosy zaczynające się od unikalnych kolorów, które odpowiadały kolorom lokalizacji do zdobycia. Gracz, którego siła stosu po zagraniu karty, była większa od siły stosu gracza aktualnie posiadającego daną lokalizację, przejmował ją i mógł korzystać z jej cech specjalnych (m.in. generowanie punktów zwycięstwa). W sumie prosta karcianka, a trzeba się sporo poprzepychać, żeby wyjść na swoje – i to jest komplement. (3/5 – p)

Sagę przywiozłem z ostatniego Essen z wyprzedaży za 2,5 EUR, korzystając z prostego mechanizmu CCC (cena czyni cuda) i nazwiska autora. I o dziwo, spodziewając się lekkiego gniota, miło się zaskoczyłem. Trudno mi tę grę zakwalifikować do jakiegoś konkretnego gatunku czy mechaniki. Jest przepychanka, jest interakcja, jest kombinowanie, jest kontrola terenu, są akcje specjalne, są dwa warianty rozgrywki. Brzmi nieźle i tak samo wychodzi w grze. Jednak to nadal drobna karcianka. (3/5 – w_s)

  Tytuł: Fealty 

Autor: R. Eric Reuss

Liczba graczy: 2-4

Czas gry: 30 minut

Następnie „Fealty” – gra logiczna udająca jakąś inną. Celem było zajęcie jak największej liczby pól na modularnej planszy za pomocą żetonów. Każdy żeton miał specyficzną zdolność oddziaływania na teren wokół siebie. Dodatkowo żetony rozpatrywało się w określonej kolejności na koniec gry. Spodziewałem się po niej czegoś więcej, bo miałem ją na oku zaraz po premierze, ale później słuch po niej zaginął. Mimo wszystko ma jakiś potencjał dzięki, dodatkowej (zaawansowanej) talii akcji i sporej możliwości otwarć, które mogą odmieniać postać każdej rozgrywki. (3/5 – p)

Do Fealty siadałem nastawiony bardzo entuzjastycznie. Jednak wraz z postępem gry mój entuzjazm malał, by przy końcowym podliczaniu osiągnąć bardzo niski poziom. Dzisiaj po analizie partii i możliwości taktycznych, jestem skłonny dać jej jeszcze jedną, no może dwie szanse. Chciałbym zagrać w dwie osoby, bo wtedy mam wrażenie, że jest większa kontrola i da się przewidywać co się stanie, oraz w większą ilość graczy stosując taktykę, którą właśnie wymyśliłem. Ciekawym rozwiązaniem są akcje specjalne oraz dwa zestawy kart, umożliwiające punktowanie innych układów. (2/5 – w_s)

  Tytuł: Belfort 

Autor: Jay Cormier, Sen-Foong Lim

Liczba graczy: 2-5

Czas gry: 120 minut

Kolejny tytuł był oczekiwany przez wszystkich graczy z niecierpliwością – „Belfort”. Worker placement z territory control osadzony w konwencji humorystycznego fantasty z elfami, krasnoludami i gnomami oraz z trollami w tle. Prawdopodobnie przeoczenie jednej z zasad, spowodowało lekkie rozczarowanie rozgrywką z powodu sporej losowości i małym panowaniem nad działaniami na planszy. Po krótkiej dyskusji po zakończeniu gry, stało się oczywiste, że gra ma o wiele większy potencjał i należy zagrać powtórnie w pełni zgodnie z zasadami. Żadna odkrywcza gra, ale klimat i sprawne sprzężenie wszystkich mechanik sprawia bardzo pozytywne wrażenie. (zaocznie 4/5 za przeoczoną zasadę – p)

Belfort mnie rozczarował. Choć rozczarował to złe słowo. Czułem się lekko zawiedziony. Miałem niedosyt, w końcu z takiego fajnego klimatu nie wyciągnięto maksimum tego, co gracze euro lubią najbardziej. Grało się zbyt prosto, wybory były płytkie i dość oczywiste. Niestety zagraliśmy źle, bo pominęliśmy bardzo ważną zasadę. Może dlatego mam takie wrażenia. Może się jednak okazać, że ta zmiana nie wniesie do gry tego czegoś, co powoduje, że gra wywołuje u mnie emocje. Niemniej tytuł z pewnością do ogrania, do sprawdzenia różnych gildii i budynków. (3/5 – w_s)

  Tytuł: Suburbia 

Autor: Ted Alspach

Liczba graczy: 1-4

Czas gry: 90 minut

Gra „Suburbia” Teda Alspacha była już w poczekalni od dawna, więc z tym większym zapałem (ostudzonym nieco niemieckojęzyczną wersją) wylądowała na stole. Mechanika Suburbi jest niezwykle prosta: kup płytkę – dołóż płytkę, ale z uwagi na mnogość tych płytek, z których większość ma bardzo unikalne działanie, wydaje się, że gra jest doskonałą propozycją jak na swój relatywnie krótki czas rozgrywki i daje poczucie budowania różnorodnego miasta. Do tego stosunek satysfakcji z oglądanych rezultatów do czasu podejmowania decyzji jest dość duży, więc gra daje sporo przyjemności podczas rozgrywki. Na pewno do tak optymistycznej oceny przyczyniło się moje zwycięstwo z olbrzymią przewagą nad resztą, a historia o takich wyczynach nie zapomina 😉 (4,5/5 – p)

Trochę przez wersję niemiecką, trochę przez ciągle inne tytuły do zagrania, Suburbia przeleżała się u mnie prawie pół roku. I dzisiaj wiem, że gdybym wyciągnął ją na stół wcześniej, cieszyłbym się tą doskonałą grą już wcześniej. Uwielbiam gry, które przy minimalistycznych zasadach oferują tak wiele możliwości. I choć pierwsze wrażenie mam takie, że jest podobna do The City Lehmana – tylko z żetonami, to Suburbia bije wspomniany tytuł na głowę. Suburbia doskonale wpasowała się w mój ulubiony model z celami do realizacji, oferując przy tym spora swobodę w budowaniu strategii. Z niecierpliwością czekam na kolejne partie. (5/5 – w_s)

  Tytuł: Homesteaders 

Autor: Alex Rockwell

Liczba graczy: 2-4

Czas gry: 90 minut

„Homesteaders” to czyste, twarde „euro” na Dzikim Zachodzie. Mechanika budowania budynków urozmaicona jest elementem licytacji i zaznaczyć trzeba, że w dowolnym momencie gry i praktycznie w dowolnej liczbie można zaciągać pożyczki. Zaskakująca była jakość, a raczej urozmaicenie elementów (jak na euro), na przykład łaciate krowy, czy robotnicy w kształcie kowbojów. Inna sprawa, że w przeciwieństwie do takiej Suburbi, na koniec czuć niemal fizyczne zmęczenie myśleniem. Często dotykał mnie paraliż decyzyjny, ale to pewnie przez brak w ostatnim czasie rozgrywek tego typu, ale mam nadzieję to nadrobić. (3,5/5 – p)

Homesteaders wpadł mi w ręce dzięki kolegom z warszawskiego Chwila Klub, którzy pokazali mi go podczas mojej wizyty w stolicy. Spodobał mi się do tego stopnia, że jeszcze w drodze powrotnej, zahaczyłem o sklep pod Warszawą i wracałem z własnym egzemplarzem do domu. A zacny to tytuł. Świetna zacięta licytacja, swoboda wymiany i euro-mechanika w pełnej krasie. Przyznam jednak, że rozgrywka w cztery osoby była jakby pełniejsza, choć faktyczna interakcja dotyczy tylko licytacji i nie wiem skąd to wrażenie. Tytuł z pewnością warty uwagi i ogrania wszystkich budynków. Dziki Zachód często będzie lądował na moim stole. (5/5 – w_s)

  Tytuł: Leaping Lemmings 

Autor: John Poniske, Rick Young

Liczba graczy: 2-6

Czas gry: 60 minut

Teraz nastąpi tytuł z kategorii porażka wieczoru – „Leaping Lemmings” ze stajni GMT(!). Każdy gracz zarządza pulą żetonów-lemingów i powodowany losowo odkrywaną co turę kartą, musi przedostać się na drugi koniec planszy podzielonej na heksy. Po drodze może stracić leminga złapanego przez dwa krążące sokoły w zależności od wyniku na kostce. W zasadzie chińczyk do kwadratu z jakimiś akcjami specjalnymi. Szkoda czasu. (1/5 – p)

To faktycznie gra, o której chciałbym zapomnieć. Nie napisze jednak, że to słaba gra, ani że jest głupia (choć tak mówiłem zaraz po partii). Ona nie jest taka zła, to ja po prostu nie trawię takich gier. Wszechobecny chaos, taktyka od krzaka do krzaka i karty specjalne, które powodują jeszcze większy chaos. Nigdy więcej. (1/5 – w_s)

  Tytuł: Edel, Stein & Reich 

Autor: Reinhard Staupe

Liczba graczy: 2-5

Czas gry: 60 minut

Kolejna gra znów wyglądała na głupią karciankę, ale po „Sadze” wyzbyłem się wszelkich uprzedzeń i wsłuchałem się w tłumaczenie zasad. „Edel, Stein & Reich”, to jedynie trzy sekretnie wybierane akcje, których konflikt wymusza potrzebę targowania się, a dostarczyły tylu emocji, że był to jedyny tytuł tego wieczora, w który zagraliśmy dwukrotnie. Jednak z zasady nie przepadam za grami, których poszczególne rozgrywki w zależności od współgraczy mogą być skrajnie różne. (3/5 – p)

Edel, Stein & Reich to kolejny tytuł, który trafił do mnie z wymiany polsko-niemieckiej poprzez BGG Trade. I choć to stary tytuł (numer cztery w alea small box), dopiero niedawno zwróciłem na niego uwagę. Świetna, szybka, dynamiczna rozgrywka, mnóstwo decyzji natychmiastowych, wyczucie przeciwników i trochę szczęścia. Kolejna gra z bardzo prostymi zasadami, która oferuje wiele zabawy i kombinowania. Jako jedyna znalazła się na stole dwukrotnie. Entuzjazm dotyczy jednak wariantu na trzy osoby i może ulec zmianie przy większej liczbie graczy. (na dziś, po dwóch partiach 4/5 – w_s)

       Tytuł: Tinners‘ Trail 

Autor: Martin Wallace

Liczba graczy: 3-4

Czas gry: 75 minut

A na sam koniec, na stole wylądował tytuł, na który osobiście ostrzyłem sobie zęby od bardzo dawna – „Tinners’ Trail”. I nie zawiodłem się na tej doskonałej grze Martina Wallace’a. Listwa czasu działa świetnie, a licytacje bardziej niż posiadania pieniędzy, wymagają odpowiedniego timingu. Wszystko działa jak dobrze naoliwiona maszyna, z tym że trzeba wiedzieć jak ją obsługiwać. Bezwzględnie hit wieczoru, zwłaszcza że jako najmniej doświadczony gracz z naszego grona, zabrakło mi zaledwie jednego punktu do zwycięzcy przy moich stu, co dało mi tyle satysfakcji, co mobilizacji do rewanżu w przyszłości. (5/5 – p)

Rozpoczęliśmy Wallace’em i skończyliśmy Wallace’em. Tinners’ Trail to jedyny tytuł, który miałem wcześniej ograny. Jest tam wszystko to, za co cenię gry tego autora. Bardzo dużo interakcji, licytacje, spójny temat i klimat, mnóstwo opcji i wyborów przy stosunkowo prostych zasadach. Jest w tej grze pewien rodzaj kompaktowości czy raczej kompleksowości. Tor pieniędzy, a raczej zarządzanie pieniędzmi i kupowanie akcji, to chyba najważniejsze decyzje w grze. Błędne obliczenia i kolejne rundy mogą skończyć się produkcją pasztecików 😉 Dała nam się też we znaki spora zmienność cen surowców, która chyba zadecydowała o ostatecznym wyniku trochę za nas. (4/5 – w_s)

Tabela punktowa gier (w skali od 1 do 5):

tytuł/gracz

   woj_settlers

   palladinus

   spiderblazz

   średnia ocena

La Strada

2

2

2

2

Saga

3

3

2

2,66

Fealty

2

3

3

2,66

Belfort

3

4

4

3,66

Suburbia

5

4,5

4

4,5

Homesteaders

5

3,5

5

4,5

Leapping Lemmings

1

1

1

1

Edel, Stein & Reich

4

3

4

3,66

Tinners’ Trail

4

5

5

4,66

Tabela punktowa graczy (I miejsce – 3 pkty, II miejsce – 2 pkty, III miejsce- 1 pkt; waga – parametr Avg. Game Weight z BoardGameGeek):

tytuł/gracz

   woj_settlers

   palladinus

   spiderblazz

   waga

La Strada

3

2

1

1,9

Saga

2

3

1

2,0

Fealty

1

2

3

2,4

Belfort

2

3

1

3,0 (2,5)

Suburbia

2

3

1

2,8

Homesteaders

2

1

3

3,0

Leapping Lemmings

1

2

3

1,9

Edel, Stein & Reich

3+2

2+1

1+3

2,1

Tinners’ Trail

3

2

1

2,8

suma

21 – I

21 – I

18 – III

suma ważona

50,5 – II

(49,5 – I)

50,7 – I

(49,2- II)

42,8 – III

(42,3 – III)

Ostatecznie, przez niespełna 13 godzin udało się rozegrać 10 partii w 9 różnych gier. Statystycznie, najlepszą okazała się Tinners’ Trail tuż przed dępczącymi jej po piętach Suburbią i Homesteaders, a najgorszą jednogłośnie Leaping Lemmings. W każdy tytuł rozegrano jedną partię, z wyjątkiem Edel, Stein & Reich – dwie. Najpopularniejszym autorem był Martin Wallace.

Co do graczy, to w punktacji bezwzględnej woj_settlers oraz palladinus uzyskali taki sam wynik, zajmując pierwsza lokatę, natomiast spiderblazz był trzeci. Jednak jeśli zastosuje się wagę tych punktów pod względem trudności gry (którą przybliża parametr Avg. Game Weight z bazy danych serwisu BoardGameGeek), wówczas o kilka promili na prowadzenie wysunie się palladinus przed woj_settlersem, a spiderblazz zostanie na swoim miejscu. Wprowadzając natomiast korektę tego parametru przy grze Belfort, z uwagi na przeoczenie dość istotnej reguły w grze, które uprościło nieco proces decyzyjny graczy, to woj_settlers zdobędzie najwięcej punktów, tuż przed palladinusem, a spiderblazz ponownie nie zmieni swojej pozycji.

Na koniec, garść informacji dla tych, którzy niepokoili się o zdrowie i samopoczucie graczy w tych ekstremalnych warunkach: łącznie zjedzono dwie paczki ciastek maślanych, 4 wafelki o smaku toffi, kilka skibek chleba [w barbarzyńskich regionach naszego kraju zwanymi kromkami(sic!) – przyp. wł.], 15 parówek, wypito 2,5l Coca-Coli (szkoda, że nie Pepsi), 3 kawy, 4 herbaty oraz ok. 1 l wody gazowanej.

Do usłyszenia po kolejnym Działconie.

Po wspomnianych trzynastu godzinach, śmiałkowie wyruszyli w drogę powrotną, kierując się do swoich pojazdów. Posuwali się zmęczonym krokiem, brodząc w zalegającym po horyzont śniegu. Mimo ogólnego znużenia wiedzieli, że powrócą w to miejsce, by podjąć kolejne wyzwania i przeżyć niezapomniane przygody. Jednak mimo tak wielu heroicznych czynów historia nie zapamiętała ich imion…

Tylko altanka, jeszcze długo po tym jak opustoszała, nie mogła otrząsnąć się z tego, co działo się w jej wnętrzu – rycerze walczący na śmierć o skrawek ziemi, gromady elfów i krasnoludów uwijające się jak w ukropie, miasta, które zaludniały się w mgnieniu oka, kornwalijscy górnicy oraz ich żony sprzedające aromatyczne paszteciki, kowboje, którzy zrobią wszystko za garść dolarów, a między tym wszystkim biegające lemingi. I trolle. Czające się za rogiem trolle…

This slideshow requires JavaScript.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 6 Kwiecień 2013 by in AAR, Konwenty, Recenzje and tagged , , , , , , , , , , , , .
%d bloggers like this: